piątek, 18 kwietnia 2014

8.To On.

 Nadal nie mogłam uwierzyć w to co mi się śniło.To było takie prawdziwe.Tak więc siedziałam w domu i rozmyślałam o tym całymi dniami ponieważ lekarz kazał mi przez tydzień siedzieć w domu i odpoczywać.Mama nie była prze szczęśliwa,kiedy dowiedziała się,że za mało sypiam i jestem narażona na stres człowieka po czterdziestce.Tak więc siedziałam owinięta kocem na kanapie,oglądając kolejny nudny film.Już nawet nie wiedziałam jaki miał tytuł.
 Miałam wrażenie,że o czymś zapomniałam,czegoś nie pamiętam.
 Czegoś ważnego.
 Nieoczekiwanie ktoś zapukał do drzwi.Nie umawiałam się z nikim od śmierci Matta.Erin cały czas płakała a Felix...załamał się.Sądzę,że oboje mieli coś do Matta.Było mi ich strasznie żal.Samej było mi ciężko.
 Poczłapałam do drzwi niechętnie i otworzyłam je.
 -Co tu robisz Harry?-zdziwiłam się.Stał oparty o framugę drzwi z tajemniczym uśmiechem.
 -Mogę wejść?-zapytał melodyjnym głosem.
 Popatrzyłam na niego nie ufnie.Hmmm...Po co tu przyszedł?
 -Mam pizze.-pokazał mi pudełko.
 -Chcesz mnie przekupić jedzeniem?-uniosłam brew do góry.
 -Mam też Lasagne.
 -Dobra wygrałeś.-przepuściłam go w drzwiach.
 -Lasagne przeważyła sprawę?
 -Tak...-stwierdziłam z przekąsem.
 Harry swobodnie poszedł do kuchni i wyciągnął talerze tak jak by mieszkał tu od bardzo dawna.
 -Jak się czujesz?-dopytywał się.
 -Dobrze.Nie wiem nawet dlaczego tu siedzę.Powinnam iść na zajęcia i...
 -Lekarz mówił,że twoje ciało jest wyczerpane.-zauważył brunet.
 -Chwila.-stanęłam naprzeciwko niego.-Skąd to wiesz?
 Umilkł na chwile.Patrzył się na mnie mrocznym spojrzeniem i nagle przywarł do mnie tak nieoczekiwanie,że nie miałam czasu żeby się odsunąć.Moim oczom znów coś się ukazało.


 Odskoczyłam jak poparzona od chłopaka i zaczęłam głęboko oddychać,Cholera co to miało być?!
 -Coś się stało?-zadał pytanie jak gdyby nigdy nic.
 -Masz na myśli to,że mnie pocałowałeś czy to,że waruje?-oparłam się o blat.Nie było ze mną w porządku.
 -Dlaczego niby warujesz?-podał mi talerz i razem usiedliśmy przy stole.
 -Nie ważne i tak byś mi nie uwierzył.-wzięłam widelec do ręki i niechętnie wzięłam pierwszy kęs do ust.
 -Uwierz wiem o rzeczach o jakich nie wielu wie.
 -Na przykład?
 -Nie uwierzyła byś mi gdybym ci powiedział.
 -Oczywiście.
 Umilkliśmy oboje.Szczerze to nawet się z tego cieszyłam.Nie miałam nic do powiedzenia bo w mojej głowie było coraz więcej myśli.Co się ze mną działo?!Przecież to nie było możliwe!
 To były jakieś wspomnienia...historia ale to było niedorzeczne!Jak miała bym niby je widzieć?!I skądś kojarzyłam tego mężczyznę...Tylko skąd?
 -Ubieraj się.-z moich zamyśleń wyrwał mnie Harry stojąc nade mną.
 -Po co?
 -Jedziemy do mnie.Umówiłem się z moimi przyjaciółmi.-zabrał mój talerz i zaniósł do kuchni.
 -Nie chce mi się.-jęknęłam.
 -To niech ci się zachce.-przykucnął przy mnie.-Będziesz tu siedziała cały dzień sama?Założę się,że twoja mama jest w delegacji.
 -Lubie być sama.
 -A lubię być z tobą.
 -No to mamy problem bo ja nigdzie nie idę.-wstałam z krzesła i poszłam na kanapę.
 -Na prawdę chcesz się ze mną kłócić?-skrzyżował ręce na piersi ,zasłaniając mi telewizor.
 -Tak,odsłoń bo nie widzę.-machnęłam ręką jednak nie posłuchał mnie i dodatkowo wyłączył telewizor.
 -Teraz będziesz mnie musiała posłuchać.
 -Mam jeszcze telewizor u mamy.-zauważyłam.
 -Ty na prawdę nie masz zamiaru mnie posłuchać.
 -Na prawdę?Po czym poznałeś?-przewróciłam oczami.
 -Nie przewracaj oczami przy mnie.Nienawidzę tego.-dodał będąc obok mnie.Nasze usta prawie się stykały i domagały się siebie jak narkoman na głodzie.
 -Ups.-stwierdziłam oddalając się od niego.Coś mnie od niego oddalało...Może te jego czarne oczy jakie widziałam.Nie miałam pojęcia.
 -To co ubierasz się i jedziemy?
 -Nie?
 -Czyli nie pójdzie po dobroci.-stwierdził i popatrzył w moje oczy.-Bardzo bym chciał żebyś pojechała ze mną i spotkała się z moimi przyjaciółmi..-gdy to mówił jego oczy były dziwnie hipnotyzujące.
 -Wiem czego chcesz ale kazali mi siedzieć w domu.-kiedy wstałam z kanapy i znów spotkałam wzrok Harrego był on pod jednym wielkim znakiem zapytania.Zastanawiał się nad czymś...Ale nad czym?
 Wstał z kanapy i uważnie mi się przyglądał.
 -No co?-zapytałam w końcu.
 -Proszę pojedz do mnie.Możesz zostać u mnie na noc...-popatrzyłam się na niego.-Albo odwiozę cię kiedy tylko będziesz chciała.
 Westchnęłam i poszłam do siebie. 
  Zamykając drzwi wzięłam głęboki oddech i zanurzyłam się w swoje myśli.
  Dom Harrego był wielki i niesamowicie tajemniczy. <KLIK>.
 -Czasami czuje się jak bym mieszkała w jakieś ruderze.-stwierdziłam wysiadając z jego samochodu.
 -Masz piękny dom.-uśmiechnął się do mnie.
 -W porównaniu do twojego...jest mały i ...
 -Jest piękny i koniec.
 Weszliśmy do salonu.który zapierał dech w piersiach <KLIK>.
 -Kim jest twój ojciec?
 -Biznesmenem,ceniącym sobie sztukę i staroświeckość.
 -Widzę właśnie.-powiedziałam rozglądając się.
 -Harry!-ze schodów zbiegł blondyn.Kiedy mnie zobaczył uśmiech zszedł z jego twarzy.
 -Leno to Niall mój przyjaciel.Niall to Lena.-uśmiechnął się Harry i dziwnie spojrzał się na chłopaka.Po chwili dołączyła do nas dziewczyna.którąś skądś znałam.
 -A to jest Carmen.Carmen to Lena.
 -Twoja nowa dziewczyna?-warknęła patrząc się na mnie,jak by chciała mnie zabić.
 -Przestań.-syknął Harry.
 -To ja może...zrobię coś do picia.-próbował rozluźnić atmosferę Niall.-Carmen pomożesz mi?
 -Poradzisz sobie. -odparła nie odrywając wzroku od bruneta.
 Staliśmy tak parę minut.Nie wiedziałam co zrobić.Stałam mocno obejmowana obok Harrego gdy nagle rozległ się męski melodyjny głos.
 -No.no,no dawno nie przyprowadzałeś tu nikogo,Harry.
 Poderwałam swoją głowę do góry i aż mnie zatkało.
 To był On!


  

niedziela, 6 kwietnia 2014

7.Kiedyś znajdziesz prawdę.

 -Matt jest w szpitalu.-jęknęła załamana.-Nie wiadomo czy przeżyje.
 -Matko.-usiadłam na łóżku czując jak tracę siłę w nogach.-Gdzie leży?
 -Na London drive 22.
 -Przyjadę po Ciebie.Za dwadzieścia minut będę.
 -Dobrze.
 Ręce strasznie mi się trzęsły.Szybko się ogarnęłam i zbiegłam po schodach.Mama podniosła na mnie wzrok znad papierów.
 -Gdzie idziesz?-zapytała odkładając okulary.
 -Do szpitala.Mój kolega jest w ciężkim stanie.-założyłam na nogi nowe buty,które zdążyłam kupić z Erin <KLIK> i przejrzałam się w lustrze <KLIK>.
 -Dobrze jedź.Tylko nie wracaj zbyt późno.Pamiętaj jutro szkoła.
 -Wrócę wtedy kiedy uznam,że mogę.-warknęłam wściekła,że nadal troszczy się tylko o szkołę.Szybko wsiadłam do samochodu i pognałam do Erin.Wszystko wydawało mi się takie dziwne.Takie nie pojęte.
 Gdy podjechałam pod dom przyjaciółki stała na ulicy jak by była w transie.Zatrzymałam się dokładnie kilka metrów przed nią.
 -Erin.-powiedziałam wystawiając głowę za okno.Nic nie odpowiedziała tylko patrzyła się na buty.-Erin.-powtórzyłam wysiadając z auta.Miała podpuchnięte oczy od płaczu...O cholera!
 Odsunęłam się od niej.Jej oczy pokrywała ciemność.Taka jak oczy Harrego jakie widziałam...
 -On wie kim jesteś.-mruknęła jakby w jakimś transie.
 -Erin...O co chodzi?-przestraszyłam się.
 -On już wie.Nie ukryjesz się.-potrząsnęła głową a kolor jej oczu przybrał normalną barwę.-Leno już jesteś.To dobrze.Jedzmy.
 -O co chodziło?
 -Ale co?
 -No to co powiedziałaś przed chwilą...
 -Ale ja nic nie mówiłam.-zdziwiła się i zajęła miejsce pasażera.Stałam parę sekund jak by zaczarowana jednak wsiadłam do samochodu i razem z Erin pojechałam do szpitala.
 Nigdy ich nie lubiłam.Były takie zimne i bez życia.Przeszłyśmy białym korytarzem do recepcji.
 -Przepraszam gdzie leży Matt Smith?-spytałam.
 -Jesteście kimś z rodziny?-zapytała pulchna pielęgniarka
 -Jesteśmy jego przyjaciółkami.
 -Sala 666c,piętro 6.
 Intensywna terapia,świetnie.
 Pojechałyśmy windom i już gdy się otworzyła zobaczyłyśmy załamanego Felixa.
 -Co z nim?-zapytała moja przyjaciółka.
 -Źle,bardzo źle. -odparł.-Lekarze mówią,że jeśli przeżyje następną godzinę to będzie cud.
 -Cholera.-jęknęłam.-Co się właściwie stało?
 -Podobno skoczył z okna.
 -Jak to skoczył?-zdziwiła się Erin.-Chyba nie chcesz powiedzieć,że chciał się zabić!
 -Erin spokojnie.-położyłam dziewczynie rękę na ramieniu,chociaż mnie serce waliło coraz szybciej.-Wiadomo coś jeszcze?
 -Podobno powiedział tylko,żeby się od niego odwalili.
 -Kto?
 -Nie wiem!-zdenerwował się.
 Poszliśmy do sali w której leżał.Przy szybie zobaczyłam sylwetkę...dobrze mi znaną sylwetkę.
 -Co on tu robi?-głośno myślałam.
 -Ale kto?-dopytywała się Erin.
 -No on.-kiwnęłam głową w stronę bruneta.
 -Leno.Tu nikogo nie ma...-zauważył Felix.
 -Ale...
 -Wszystko okey?
 -Tak.Przewidziało mi się tylko.-skłamałam widząc,że Harry nawet nie drgnął.
 Matt wyglądał okropnie.Był podłączony chyba do wszystkiego co podtrzymywało lub pomagało dalej żyć.Miał lekko podrapaną twarz i parę siniaków.
  -Wejdźcie do niego.Poczekam.-odparłam.Erin kiwnęła głową i razem z Felixem weszła do sali.
  -Jesteś wytworem mojej wyobraźni czy mi się wydaje?
  -Zdaje Ci się.-odparł chłodno,nadal patrząc na Matta.
 -Co mu zrobiłeś?
  Dopiero teraz spojrzał się na mnie.Jak zawsze gdy na mnie patrzył zabrakło mi powietrza.Jednak to nie było normalne,że tylko ja go widziałam...ale ci chłopaki z parku...Przestraszyli się go...Więc musieli go wiedzieć..
 -Chroniłem Ciebie.-odparł spokojnym głosem.
 -Żartujesz sobie chyba.Chciałeś go zabić!Dzwonie na policje.-wyciągnęłam komórkę.
 -Nie długo zrozumiesz.-powiedział tajemniczo.
Przed oczami stanęła mi ciemność a nogi zrobiły się jak z waty.
Znalazłam się w jakiś dziwnym miejscu.Jakimś pokoju.Za oknami padał deszcz,lejąc się po oknach.Miałam na sobie jakąś dziwną suknie...<KLIK><KLIK>.
 Zrobiłam krok w przód czując,że nie mam butów.Sunęłam więc bosymi stopami po drewnianej,skrzypiącej podłodze w stronę drzwi.
 Dopiero teraz zauważyłam,że coś w mojej osobie jest nie tak.Szczerze to czułam się taka ciężka...O cholera!
 Spojrzałam na mój brzuch i przeżyłam szok!
 Byłam w ciąży!
 Mój mózg popadł w panikę.Jak to w ciąży!Miałam ochotę wydrapać sobie brzuch!
 -Nie powinnaś reagować tak impulsywnie.-usłyszałam kobiecy głos.Odwróciłam się i zobaczyłam <KLIK>.-To i tak jest tobie pisane.
 -Kim jesteś?!-warknęłam.-I o czym ty mówisz?!
 -Twoim przeznaczeniem jest to co jest w Tobie.Dużo ludzi zginie by Cię ratować.Będziesz musiała zaufać tylko jednej osobie.Wszyscy inni Cię zdradzą.Wybierz mądrze...
 Ocknęłam się w szpitalnym łóżku jak sądziłam po twardym materacu.
 -Leno.-usłyszałam głos Erin.
 Pierwsze co zrobiłam to dotknęłam brzucha i stwierdziłam iż nie ma śladu po ciąży.
 -Co się stało?Nic nie pamiętam...
 -Straciłaś przytomność.Dobrze,że to szpital i szybko się Tobą zajęli.Musisz dużo odpoczywać.
 -A co z Mattem?
 Erin posmutniała...
 -Nie żyje...

sobota, 5 kwietnia 2014

6.Przypadek?Nie sądzę...

  -Słyszałam o tym wypadku z centrum handlowej.-mówiła mama przez telefon.
 Nie miałam ochoty o tym rozmawiać.Chyba dlatego,że sama nie umiałam wszystkiego poskładać w jedną logiczną całość.On po prostu szedł i...wypadł za barierkę.Ale Shon wyglądał jak by chciał go powstrzymać,jak by wiedział,że stanie się coś złego. A Harry...wyglądał jak by...no nie wiem...sterował tym mężczyzną?Ale jak?To nie było możliwe.Uh!A może mi się tylko zdawało...Może po prostu obaj byli na zakupach?
 -Kochanie słuchasz mnie?-dobiegł mnie zniecierpliwiony głos mamy.
 -Przepraszam,zamyśliłam się.Możesz powtórzyć?
 -Mówiłam,żebyś posprzątała w domu i odebrała za mnie papiery z sądu.Upoważniłam Cię do tego,więc nie będzie wielkiego problemu.Ale nie czytaj ich.Muszę je mieć jak wrócę dzisiaj.
 -Mam Cię odebrać z lotniska?
 -A będziesz miała czas?Wiem,że masz dużo nauki.Nie chce Ci przeszkadzać.
 -Godzina czy półtorej mnie nie zbawi...
 -Leno jak możesz tak mówić?!To bardzo dużo!-oburzyła się.-Sama wrócę.Będę gdzieś o siódmej.
 -Dobrze.Do zobaczenia wieczorem.-rozłączyłam się,będąc na nią zła.Dla niej liczyła się tylko nauka.Nie ja i moje uczucia...Nauka,nauka i jeszcze raz nauka.
 Postanowiłam zrobić to o co mnie poprosiła.
 Sprzątanie tak wielkiego domu i to jeszcze na dodatek samej było nie lada wyzwaniem.Przynajmniej sprzątanie pochłonęło mi masę czasu i nie myślałam o wszystkich tych niejasnościach.
 Nagle na górze rozległ się huk.
 Moje serce zrobiło salto jednak musiałam iść sprawdzić co to było.Niepewnie poszłam schodami do góry.Na podłodze widniał stłuczony wazon.Przecież nie było przeciągu a oprócz mnie nie było tu nikogo...Prawda?
 -Jezu znowu świrujesz Leno.Zapisz się do psychologa czy może lepiej psychiatry.-powiedziałam do siebie i ukucnęłam przy szczątkach wazonu.Gdy dotknęłam jednego z kawałeczków przed oczami zobaczyłam to:



 Z tego wysiłku upadłam na podłogę zdruzgotana.
 Co to było do cholery?!Jak by wspomnienia...Tylko kogo?I jeszcze ten Harry z oczami całymi na czarno.Wyglądał jak jakiś demon.Ale to nie możliwe!Uh!Mój mózg robi sobie ze mnie jaja!
 Wróciłam do sprzątania w domu i wymyślania dobrej wymówki.To był ulubiony wazon mamy...Oberwie mi się...
 W sądzie faktycznie nie było problemu z odebraniem jakiś papierów dla mamy.Bardzo zastanawiało mnie czego one dotyczą,że mama kazała mi ich nie czytać.Zawsze mi pozwalała...
 Usiadłam w salonie i położyłam papiery na stolik.Zaparzyłam sobie świeżej kawy i przez pewną chwile patrzyłam się na papierową teczkę.
 Nie wytrzymałam i zajrzałam do nich.Już na pierwsza strona przyprawiła mnie o mdłości.Na zdjęciu widać było zwłoki jakiegoś nastolatka...Ta sprawa dotyczyła dziwnych zabójstw.Jeden facet zginął skacząc z bloku,drugi wpadając pod pociąg a jeszcze inni ginęli w pożarach.Wszyscy którzy zeznawali twierdzili,że ofiary były towarzyskie,pełnie radości i chęci do życia.Nikt nie spodziewał się po nich czegoś takiego.
 Cała ta sprawa wydawała mi się bardzo interesująca.Na dodatek wszystkie te zdarzenia miały miejsce przez ostatnie trzy tygodnie...Nie słyszałam o tym ale to może tylko dlatego,że nie oglądam telewizji...
 Rozłożyłam zdjęcia na stole i przypatrywałam się im...
 Każda z ofiar leżała w takiej samej pozycji...Obie ręce po bokach głowy,nogi złączone...Hmmm...Wydawało mi się to dziwne jak na zwykły zbieg okoliczności...
 Przypomniałam sobie faceta z centrum handlowego...Kiedy...upadł był w takiej samej pozycji...
 Tylko jak można to było racjonalnie wytłumaczyć?
 Nie zauważyłam jak czas szybko płynie i nim się obejrzałam było już w pół do siódmej.Odłożyłam wszystkie zdjęcia do koperty i z niecierpliwością czekałam na przyjazd mamy.
 Kiedy tylko pojawiła się w drzwiach mocno ją wyściskałam.
 -Stęskniłaś się?-zapytała z uśmiechem na twarzy.-Przywiozłam tobie coś.-wyjęła pudełeczko.-Dopiero co odzyskałam go po wielu latach.
 -Oh nie trzeba było.-zarumieniłam się i otworzyłam pakunek.W środku widniał śliczny naszyjnik <KLIK>-Jest piękny dziękuje.
 -Należał do twojej prababki.Noś go z dumą tak jak ona go nosiła...
 -Coś nie tak?
 -Nie.-uśmiechnęła się.-Jestem po prostu zmęczona a mam sporo pracy.
 -Powinnaś trochę przystopować.Przy takim tempie....
 -Mówisz jak babcia!-oburzyła się.-Nie lubię  tego gadania mojej matki więc lepiej idź już do siebie.
 -Tak.Przepraszam nie chciałam.-mruknęłam i poszłam do pokoju.
 Czułam w nim jak zawsze chłód i niepokój otulający moje ciało.Chciałam porozmawiać z Harrym...Tęskniłam za jego nieskazitelną twarzą i loczkach....Ten chłopak rzucił na mnie czar a ja nie mogłam się od niego uwolnić choć w głębi serca wiedziałam,że moje zauroczenie źle się skończy....
 Nagle zadzwonił mi telefon.
 -Erin co się stało?-spytałam od razu,słysząc,że przyjaciółka z trudem hamuje łzy.

piątek, 4 kwietnia 2014

5.Bezsilność.

 Kiedy się obudziłam Harrego obok mnie nie było.Wiedziałam,że poszedł niedawno.Co mi w ogóle odbiło żeby zapraszać do domu obcego chłopaka?!Chyba mam huśtawkę nastrojów.
 Wzięłam prysznic i zarzuciłam na siebie tylko szlafrok.Mama miała wrócić dopiero w niedziele wieczorem więc miałam zamiar dzisiaj spędzić czas z Erin i Anną w jakieś galerii handlowej.
 Wchodząc do kuchni zobaczyłam Harrego.Chyba rozmawiał przez telefon.
 -Nie nie zrobiłem tego.Nie mogę.-mówił.-Wiem kim jestem.Nie musisz mi ciągle przypominać.-rozłączył się zdenerwowany po czym dodał.-Wiem,że tam jesteś.Nie musisz się kryć.
 -Nie podsłuchiwałam...Po prostu...
 -Nie musisz się tłumaczyć.-machnął ręką.-Nie lubię tego.
 -A co ty lubisz?
 Spojrzał na mnie swoim rozbrajającym wzrokiem i nagle poczułam się maleńka jak okruszek.
 -Cisze i spokój,której nie umiem odnaleźć.-odparł w końcu.
 -Dlaczego?
 -Zadajesz trochę za dużo pytań,wiesz?Nie ważne.Chyba już pójdę.-wziął z krzesełka kurtkę.-Masz bardzo niespokojny sen.-podszedł do mnie.
 -Od niedawna.
 -Nie chcesz ich?
 -A kto by chciał takie koszmary?!
 -Jesteś słodka kiedy się denerwujesz.-uśmiechnął się po czym dodał.-Tak samo jak rumienisz.-pocałował mnie w czoło i zaczął iść w kierunku.
 -A twój...-chciałam go zatrzymać lecz przerwał mi.
 -Na stole.
 Gdy wyszedł moje ciało odetchnęło z ulgą.Poszłam do jadalni i zobaczyłam kartkę z napisem "Sam zadzwonię".Oparłam się o stół i zaczęłam rozmyślać.
 Chłopak mnie śledził.Obronił.Został na noc,a ja mu nadal nie ufałam.Może i czułam się przy nim bezpieczna ale na pewno nie w takim sensie w jakim bym chciała.Postanowiłam porozmawiać z Erin i Karaniną.
 -Hej miałam do ciebie dzwonić ale nie wiedziałam czy już wstałaś.-rozległ się jej głos w słuchawce już po jednym sygnale.-Felix widział jak wychodzisz od Shona bardzo,bardzo późno.Masz mi coś do powiedzenia?
 -Można tak powiedzieć.Ale to o wiele bardziej skomplikowane.Spotkamy się?
 -Zakupy?
 -Czemu nie.
 -Okey.Za godzinę po Ciebie przyjadę.
  Poszłam do pokoju się ubrać <KLIK>.Szczerze to czułam,że ktoś tu jest jednak starałam się o tym nie myśleć.Kiedy usłyszałam jak ktoś puka do drzwi,szybko zbiegłam na dół.
 -Hej skarbie.-pocałowała mnie w policzek Erin.
 -A gdzie Anna?Myślałam,że do niej zadzwonisz.
 -Obecnie jest w LA u ciotki.-odparła za mnie przyjaciółka.
 -Dobra.-zamknęłam drzwi i poszłam za przyjaciółką do jej samochodu <KLIK>.
 -No a teraz gadaj co z Shonem.-zaczęła zniecierpliwiona.
 -Ogólnie to nic...-mruknęłam.-Przedyskutowaliśmy nasze pomysły na projekt i siedzieliśmy do późna.Chciał mnie podwieźć ale chciałam iść na pieszo...-urwałam.
 -No dalej jeśli łaska.
 -Paru chłopaków zaczepiło mnie w parku...I pewnie by mnie...no wiesz...
 -Zgwałcili?-wstrzymała oddech.
 -Tak,ale obronił mnie chłopak którego spotkałam w bibliotece.
 -Kujon?
 -No właśnie nie!Jest...specyficzny...
 -I co z nim?
 -Został u mnie na noc.-wykrztusiłam po chwili milczenia.
 -PRZESPAŁAŚ SIĘ Z KOLESIEM,KTÓREGO WCALE NIE ZNASZ?!-nie dowierzała.
 -Oczywiście,że nie.-zaprzeczyłam od razu.-Po prostu został ze mną i tyle.
 -Cholera.To było niebezpieczne.A jak on jest jakimś psychopatą?!Sama mówiłaś,że jest specyficzny.
 -Ale nie w tym sensie.-przewróciłam oczami.-Ma w sobie coś...czego nie da się wytłumaczyć.
 -Zauroczyłaś się w nim.-zaśmiała się.-Mam nadzieję,że poznam go jako pierwsza.
 -Nie zauroczyłam!Nawet go nie znam!
 -Spał u Ciebie i założę się też,że również z Tobą w łóżku.
  Musiałam przyznać jej racje.
 Dojechaliśmy do centrum handlowego i od razu skierowałyśmy się do Zary.Erin wybrała sobie jakiś sweter i spodnie,które kompletnie nie były w moim guście.
 -Myślisz,że to podkreśla mój tyłek?-zapytała w przymierzalni.
 -Wygląda jak po operacji plastycznej.-stwierdziłam z lekkim przekąsem.
 -Bierzemy je!-odparła natychmiast.
 Po paru godzinach postawiłyśmy iść do obuwniczego.
 Nagle na innym piętrze,na przeciwko nas zauważyłam Harrego.Patrzył się na jakiegoś mężczyznę,który szedł do bajerki.Nie daleko niego stał SHON!Biegł w stronę mężczyzny jak by chciał coś zrobić.
 Nieoczekiwanie mężczyzna z wielkim impetem wpadł w barierke tłukąc ją.Niektórzy ludzie krzyczeli.Drugich po prostu wmurowało.Blondyn z wielkim trzaskiem łamanych kości zderzył się z kafelkami na parterze.
 Gdy znów spojrzałam na Harrego...jego już nie było.Shona także.Zniknęli w tłumie.A może mi się przewidziało?
 Erin podeszła do barierki i patrzyła na ciało,przy którym kucali ochroniarze.
 -Cholera to było takie dziwne.Nie sądzisz?-zapytała.
 -Bardzo.On po prostu szedł...I...
 Nie umiałam tego wytłumaczyć,.To było więcej niż dziwne.To było wręcz przerażające.
 To musieli być oni.Nie mogło mi się przewidzieć. Ludzie także nie umieli tego wytłumaczyć tak jak by ktoś kazał im zapomnieć niektórych rzeczy...
 Hmmmmm....
 Czy to nie dziwne?
 Czułam się taka...bezsilna.Mogłam krzyknąć,żeby tego nie robił,żeby uważał.Ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku.Bałam się.
 Alena razie pozostało mi tylko czekać aż Harry sam do mnie zadzwoni na co czekałam z niecierpliwością.

czwartek, 3 kwietnia 2014

4.Jesteś taka...niewinna.

 Było już grubo po północy kiedy wyszłam od Shona.Nie chciałam,żeby mnie odwoził.W domu wolała bym być najpóźniej jak się da.Czułam do niego niechęć...Do własnego domu.Chyba zaczynałam już świrować.
 Chłopak bardzo chciał mnie odwieźć lecz jestem przyszłym prawnikiem!Ze mną nie miał żadnych szans.
 Wracałam idąc noga za nogą w stronę parku.Lekki wietrzyk owiewał moje ciało i targał i tak już zszarpane nerwy.Cały czas czułam,że ktoś tu jest,że mnie obserwuje,ma na mnie oko.Co chwila oglądałam się za siebie jednak nikogo nie było.
 -Jak zawsze idiotko!-skarciłam samą siebie w duchu.
  Przechodziłam akurat przez park kiedy usłyszałam za sobą pogwizdywanie.
 -Hej ślicznotko zwolnij!-krzyczał ktoś za mną.
 Nie miałam zamiaru się odwrócić więc uparcie szłam dalej.Niestety głosy były coraz bardziej natarczywe.
 -Nie powinnaś wracać tak sama o tej porze.-powiedział chłopak <KLIK> "wyrastając" przede mną.
 -Pozwól,że sama zdecyduje jak i z kim będę wracała i o jakiej porze.-warknęłam,omijając go.Miałam wielką nadzieje,że się odwali jednak znów się pomyliłam.
 -Wyszczekana jesteś.-przygryzł swoją dolną wargę.
 -Lubie takie.-dodał drugi <KLIK>.
 Zaczęli mnie dotykać.
 -Spadajcie!-krzyknęłam.Nadal to robili.
 Nagle ktoś uderzył jednego z nich tak,że upadł na ziemię.Stał za mną więc widząc minę innych chłopaków mocno się go przestraszyli.Położył swoje duże dłonie na moich barkach i powiedział lodowatym tonem.
 -Za to co chcieliście zrobić powinienem was zabić.Spadajcie stąd.
 Zwiali tak szybko,że aż się za nimi kurzyło.
 Szybko odwróciłam się i zobaczyłam Harrego!
 -Skąd się tu wziąłeś o tej porze?!-zdziwiłam się choć w głębi duszy cieszyłam,że mnie znalazł.
 -Jesteś nieodpowiedzialna Leno.-popatrzył na mnie ostro.-Nie powinnaś być tu sama o takiej godzinie.Mogło Ci się coś stać.
 -Prze...przepraszam.-jęknęłam ni stąd ni zowąd.Czułam się jak by przyłapali mnie...no nie wiem na oglądaniu filmów pornograficznych!
 -Zabiorę Cię do domu.Nic Ci nie zrobili?
 -Nic mi nie jest.Mogę iść sama.
 -Nie ma mowy!-oburzył się i objął w pasie.
 Prowadził mnie na parking gdzie stało <KLIK>.Otworzył mi drzwi od strony pasażera i chciał zapiąć jak jakąś niepełnosprawną.
 -Dam sobie radę.-powiedziałam stanowczo jednak nie posłuchał.
 -Wole sam to zrobić.-odparł i zajął miejsce kierowcy.-Jaki adres?
  Podałam mu adres i w milczeniu obserwowałam mojego wybawce.Jego skóra była taka jednolita i pewnie niesamowicie gładka.Miałam ochotę dotknąć jej albo wycałować.Przygryzł wargę i chciałam zrobić to sama.
 -Na drugi raz uważaj.-odezwał się wreszcie budząc mnie z transu.Patrzył na drogę ale od czasu do czasu patrzył na moją twarz.
 -Co tam robiłeś?-zapytałam.
 Zamilkł na chwile jednak po chwili głos mu powrócił.
 -Wyszedłem na spacer.
 -Samochodem?
 -Mieszkam nie daleko parku.
 -W okolicy nie ma żadnych mieszkań.-zauważyłam.-No może powiesz prawdę?
 -Chcesz?
 -Tak.
 -Śledziłem Cię od rana.-odparł jak gdyby nigdy nic.Zaparło mi dech w piersiach.
 -Dla...Dlaczego?
 -Przeczuwałem,że coś się może tobie stać.Zastanawiam mnie tylko dlaczego dlaczego twój chłopak Cię nie odwiózł.
 -To nie jest mój chłopak...Kolega.Nie chciałam żeby mnie odwoził.Chciałam wrócić sama.To chyba nie przestępstwo?
 -To ty jesteś przyszłą Panią adwokat nie ja.-uśmiechnął się do mnie uroczo.Nie mogłam oderwać od niego wzroku.Co się ze mną działo?!
 -Skąd o tym wiesz?
 -Twoja matka jest adwokatem więc myślę,że i ty też nim zostaniesz.
 -Wiesz o tym?
 -Twoja mama broniła człowieka,który zabił moją matkę...
 -Przykro mi...
 Dalej jechaliśmy w milczeniu.Ani ja ani on nie mieliśmy nic do powiedzenia.Patrzyłam na domy które mijaliśmy i chciałam pobiec w drugą stronę.Chciałam biec gdziekolwiek byle nie tutaj.Dopiero wtedy poczułam,że jest mi zimno,choć temperatura była ustawiona na maksa.
 -Zimno Ci?-spytał Harry jak by czytając mi w myślach.
 -Trochę.Pewnie się przeziębłam.-skuliłam się na fotelu.
 -Zaraz będziesz w domu.-odparł.
 Podjechał na podjazd i wyłączył silnik.Nie chciałam wysiadać.Nie chciałam zostać sama.Nie w tym domu.Nie teraz.
 -W porządku?-spytał opierając jedną rękę o kierownice.Pewnie zdziwił się,że nie wysiadam.Spojrzałam w jego zielone oczy i nie znalazłam w nich ani odrobiny złości...jedynie ciemność...
 -Nie...Tak.-plątałam.-Przepraszam już sobie idę.-odparłam szybko i złapałam za klamkę.
 -Może to zabrzmi jak bym chciał się z tobą przespać albo coś ale może chcesz żebym został na noc?-mówił to spokojnie i pewnie dając mi przetrawić każde jego słowo.
 Z jednej strony moja Ja krzyczała TAK! a z drugiej PRZECIEŻ TY GO NAWET NIE ZNASZ!A JAK TO JAKIŚ PSYCHOL?!
 -Masz racje.Tak to zabrzmiało ale...yhhhh...Chyba potrzebuje towarzystwa.
 Skinął głową i wysiadł po czym otworzył mi drzwi.
 Nie wiedziałam,dlaczego to zrobiłam.Po prostu wydawał mi się taki...znajomy.Stworzony tylko dla mnie.Jak by to,że spotkał mnie w parku to nie tylko dlatego,że mnie śledził...Tylko tu chodziło o coś więcej.Matko co ja plotłam?!
 Weszliśmy do salonu <KLIK >.
 -Pomogę Ci.-zaoferował się gdy ściągałam kurtkę.-Masz śliczny dom.
 -Dziękuję.-odparłam.-Chcesz coś do picia?
 -Nie.-odparł siadając na kanapie.
 Jego ruchy były pełne gracji i wdzięku.Był jak...jakiś Bóg...
 -Dziękuje...za to w parku....-mruknęłam zawstydzona.
 Wstał i podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy.
 -Lubie kiedy się rumienisz.Wyglądasz wtedy tak uroczo.
 Po tych słowach pewnie byłam już czerwona jak burak.Przyciągało mnie do niego.Czułam się jak by życie nie miało już żadnego znaczenia,Był tylko On.
 -Skoro ty tyle o mnie wiesz to ja chce wiedzieć kogo wpuściłam do domu.
 -Zwykle tego nie robisz.-zaśmiał się.
 -Nigdy.
 -A więc co chcesz wiedzieć?-rozsiadł się na kanapie.
 -Nie wiem...Skąd się wziąłeś w tym mieście?-usiadłam obok niego i skuliłam nogi.Jak na tak późną godzinę byłam niewiarygodnie energetyczna.
 -Przyjechałem tu z ojcem.Przenieśli go więc mnie również.-wzruszył ramionami.
 -A szkoła?
 -Zrobiłem sobie przerwę.Ty byś pewnie tego nie zrobiła.
 -Mam cel i osiągnę go.
 Ukazał swoje słodkie dołeczki,które znów zaczęły mnie hipnotyzować.
 -To dobrze.W życiu trzeba mieć jakiś cel.
 -A jaki jest twój?
 Znów milczał.
 -Nie mam w życiu celu...Chyba,że liczy się wstać z łóżka,przeżyć i iść spać.
 -Myślę,że jeszcze go nie odkryłeś.Pewnie niedługo znajdziesz drugą połówkę i się ustatkujesz.Pewnie każda Cię chce-palnęłam jak głupia
 Spojrzał na mnie z rozbawianiem a ja prawdopodobnie znów zalałam się rumieńcem.
 -Powiedzmy,że nie jestem towarzysko nastawiony do takich spraw.
 -Nie powinnam...przepraszam.
 -Nie musisz.To słodkie.Rumienisz się na każdy komplement a jak powiesz coś nie na miejscu przepraszasz.Jesteś taka...-przybliżył się do mnie.-Niewinna.
  -Mówisz to żeby się ze mną przespać czy żebym się do Ciebie przekonała?
 -Przekonała.
 Zakryłam usta dłonią ponieważ zebrało mi się na ziewanie.Prawdę mówiąc zachciało mi się spać.
 -Jesteś zmęczona.-powiedział jak każdy troskliwy chłopak.-Połóż się.Miałaś pewnie ciężko dzień.
 -Ty to przecież wiesz.
 -Prawda.
 Nie chciałam tak na prawdę zasnąć.Nie mogłam mieć kolejnego koszmaru.Nie chciałam tego.
 -Choć.-wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju.W jego ramionach czułam się bezpieczna i kochana.Położył mnie na łóżku i odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy.
 Położył się obok mnie a ja wtuliłam się w niego.Nawet nie wiedziałam kiedy to zrobiłam.Potrzebowałam kogoś....
 Potrzebowałam jego.

wtorek, 1 kwietnia 2014

3.Zdziwiła byś się.Jestem w tym lepszy niż sądzisz.

 Moje serce było niespokojne od czasy spotkania z Harrym.Kiedy tylko o nim pomyślałam robiło mi się cieplej.Przypominałam sobie jego zielone oczy,które wydawały mi się takie znajome.Jak gdyby zostały stworzone właśnie dla mnie.
 Nie to było bezsensu!Ja go nawet nie znałam.Spotkałam o tylko raz a już mam jakieś myśli nie z tej Ziemi.Chyba naprawdę potrzebowałam kogoś w domu z kim mogła bym pogadać.Jednak nic nie mogłam na to poradzić.
 -Ziemia do Leny.-szturchnęła mnie Erin na WF'ie
 Na sali gimnastycznej <KLIK> grałyśmy z dziewczynami w siatkówkę a obok nas w nogę grali chłopaki.Zauważyłam wśród nich Shona.Wszystkie dziewczyny patrzyły się na niego tak,że aż ślinka napływała im do ust.
 -Zamyśliłam się.Przepraszam.-odparłam patrząc w jej brązowe oczy dostrzegłam rozbawienie.-Śmiejesz się!
 -Zawsze jak ktoś zwróci Ci uwagę mówisz przepraszam.-roześmiała się.-To zabawne.
 -Prze...-urwałam widząc jak robi się czerwona ze śmiechu.-Oj przestań!
 -Dziewczyny do roboty!-pogoniła nas Ashley  która z WF'u była najlepsza ze wszystkich.Miała parę medali na swoim koncie i pucharów za jakieś duperele.Kogo tam to obchodziło?Mnie na pewno nie...Dodatkowo była największą zrzędą jaka kiedykolwiek chodziła po Ziemi.
  W szatni <KLIK> wszyscy rozmawiali o Shonie,kiedy pod koniec lekcji podciągnął bluzkę by wytrzeć sobie nią twarz.W normalnym przypadku wzięła bym to za zwykły szpan sześciopakiem ale on zrobił to tak seksownie...O matko!
 -Widziałyście.Spojrzał się po tym na mnie.-odrzuciła włosy za siebie dumna z tego,że dziewczyny zabijały ją wzrokiem z zazdrości.
 Razem z Erin popatrzyłyśmy po sobie i przewróciłyśmy oczami.Założyłam swoje ubranie <KLIK> i wyszłam razem z dziewczyną.Przed szatnią stał Shon wyraźnie na kogoś wyczekując.
 -Czekałem na Ciebie.-powiedział gdy mnie zobaczył.
 -Na mnie?-zapytałam nieśmiało.
 -Pani Smith chce żebym pomógł Tobie z projektem.Uważa,że masz dużo do nauki więc pomoc Ci nie zaszkodzi.-spojrzał mi prosto w oczy i poczułam jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa.
 -Dzięki ale nie potrzebuje pomocy.Dam rade.-oparłam pewnie.
 Przestał się opierać o ścianę i przekrzywił lekko głowę w bok.
 -Ale ty naprawdę masz dużo do zrobienia.Pozwól sobie choć raz pomóc.
 -W porządku.-mruknęłam.
 -Spotkamy się dzisiaj?Może być u mnie?
 Nie chciałam do niego iść jednak mama wróci pewnie późno a ja od pewnego czasu nie lubiłam siedzieć sama w domu i przesiadywałam w bibliotece tak długo jak tylko się dało.
 -Dobra.Kończę po szóstej godzinie.
 W tym momencie z szatni wyszła Ashley z koleżankami.Od razu zainteresowała się
 -W porządku.Poczekam na Ciebie.-uśmiechnął się i skinął przyjaźnie głową.
 Oddaliłyśmy się z Erin na pewną odległość i od razu wybuchła.
 -Cholera jasna!Masz randkę z Shonem!Ja pier...!
 -Po pierwsze to nie randka.Po drugie nie drzyj się tak jeszcze ktoś usłyszy.
 -Uwierz jak usłyszała Ashley zaraz usłyszy cała szkoła.Nie bój żaby.-uśmiechnęła się.
 -Że co?
 -Jezu jaka ty sztywna!Ile ty masz lat?Osiemnaście czy osiemset?-przewróciła oczami zrezygnowana..
 -Nie wiem o co ci chodzi.
 -O to,że jesteś zbyt poważna.Na to zawsze przyjdzie czas.Chyba będziemy musiały Cię trochę odmłodnieć ale to później.
 Reszta lekcji minęła mi dłużąc się w nieskończoność.Myślałam nad tym co powiedziała Erin.Ale przecież nie byłam aż taka poważna...Umiałam się bawić.Co do tego,że cała szkoła się dowie o moim spotkaniu z Shonem też miała racje.I to cholerną.
 -Tylko pamiętaj nie bądź śmiertelnie poważna.-upomniała mnie Karanina gdy wychodziłyśmy z liceum.
 Shon czekał na mnie oparty o maskę swojego samochodu.
 -Pamiętaj.-pocałowała mnie w policzek na pożegnanie Erin.
 -Dłużej się nie dało?-mruknął chłopak gdy do niego podeszłam.
 -Mogę sobie iść?
 -Nie.-uśmiechnął się.-Żartowałem tylko.-otworzył mi drzwi od strony pasażera.
 -Masz kiepskie żarty.-westchnęłam nurkując do jego samochodu.
 -Dobrze,że chociaż jakieś mam.-odparł.-Co po nie którzy mogli by trochę stonować z dorastaniem.
 Gdy odjeżdżaliśmy widziałam jak Ashley patrzy się na mnie z nienawiścią.
 Dom Shona był wielki <KLIK>.W porównaniu do niego ja byłam serio biedna.
 -Mieszkasz sam?-zapytałam gdy weszłam do salonu <KLIK>.
 -Tak.Moi rodzice nie żyją.
 -Przykro mi.Nie chciałam Cię urazić.
 -Nic się nie stało.Napijesz się czegoś?-rzucił wchodząc do kuchni.
 -Wody.
  Usiadłam na niebiańsko miękkiej kanapie.Cholera kim byli jego rodzice przed śmiercią?!
 -Proszę.-podał mi szklankę.-Masz pomysł na ten projekt.
 -Szczerze to tak.-stwierdziłam.-Za dwa miesiące przyjeżdżają na wymianę.Może trzeba by było zapoznać ich z tutejszą kulturą?To dość ciekawe.
 -Chodzi Ci o te opowieści o wampirach,wilkołakach i takich tam...?
 -Tak.To zupełnie coś nowego...
 -Pewnie tak.-przez przypadek dotknął mojej ręki i od razu się odsunął.
 -O co chodzi?-spytałam zaciekawiona.
 -O nic -unikał mojego wzroku.Nie mówisz szczerze.
 -Kłamiesz.Nie jesteś w tym dobry.
 -Zdziwiła byś się.Jestem w tym lepszy niż sądzisz.-westchnął.-Wracamy do projektu.Zaintrygowałaś mnie nim.
 Wydawało mi się to dziwne ale chyba sama bałam się o to spytać...A raczej coś mnie przed tym powstrzymywało.Tak jak bym miała w sobie dwie osoby...


Przepraszam,że tak krótko ale jutro mam urwanie głowy :**** 

poniedziałek, 31 marca 2014

2.Świat zaskoczy Cię o wiele bardziej niż myślisz.

 Noc pierwszy raz w życiu ciągnęła mi się godzinami.Nie mogłam zasnąć,czując obok siebie czyjąś obecność.W duchu cały czas opieprzałam samą siebie i obiecałam na Boga,że ja Lena Edwards nigdy więcej nie obejrzę żadnego horroru do końca moich dni.
 Wydawało mi się to śmieszne,że w nocy sama do siebie gadałam.Ale cóż.Byłam po prostu samotna.
 Po dosłownie pięciominutowej rozmowie z mamą rozstałyśmy się i zamknęłyśmy w swoich pokojach.Tak to mniej więcej wyglądało zawsze gdy wracała z pracy.
 Bawiłam się skrawkiem pościeli gdy usłyszałam skrzypnięcie podłogi.Obejrzałam się niechętnie za siebie jednak nikogo nie było.
 -Ty pieprzona kretynko jesteś tu sama!Przestań świrować!-krzyknęłam sama na siebie. 
 Jednak ten panel skrzypiał tylko wtedy gdy się na nim stanęło.Nie ważne czy całym swoim ciężarem czy  leciutko jak piórko.Moje ciało ogarnęła totalna panika.
 Zeszłam do kuchni by napić się wody.
 Cholera przy takim wysypianiu się mogę liczyć wyłącznie na dwójkę.Miałam z tym skończyć.
 -Zacznę brać jakieś proszki nasenne czy krople,wszystko mi jedno.-powiedziałam do siebie i zaniosłam szklankę jak i butelkę wody do pokoju.Odgarnęłam dłonią włosy z twarzy i stwierdziłam,że w pokoju było dziwnie zimno.Nie mogło być ponieważ na noc przymknęłam okno a na dworze jest ciepło.
 Nieoczekiwanie kątem oka zauważyłam czarną postać.Stała niedaleko mojego okna i patrzyła się na mnie czerwonymi ślepiami.Chciałam już krzyknąć jednak straciłam przytomność.
 Obudziłam się w swoim łóżku i nie mogłam sobie przypomnieć jak to się stało,że właściwie jestem w łóżku.Przecież powinnam upaść niedaleko drzwi.Stwierdziłam,że to był pewnie sen.Ale jakiś taki zbyt realny.Nadal czułam strach w moim ciele.który zawładnął moim ciałem.
 Kiedy zwlokłam się z łóżka stwierdziłam,że jestem wypoczęta jak nigdy.Może faktycznie miałam sen.
  Biorąc prysznic powtarzałam po cichu materiał na lekcje.Umiałam to w miarę dobrze.Musiałam to umieć.W moim przyszłym zawodzie nie ma czasu na brak wiedzy i labę.Liczy się tylko ciężka praca.
 Założyłam na siebie <KLIK> a włosy związałam w <KLIK>.Gdy spojrzałam na zegarek o mało co nie dostałam zawału.Za piętnaście minut zaczynała się lekcja a ja nawet nie zdążyłam zjeść śniadania.
 -Dobra trudno.Obejdzie się bez niego.-pomyślałam i wskoczyłam do swojego auta jak poparzona.
 Dobrze,że na ulicy nie było korków.
 Przed szkołą nie było prawie żadnych uczniów.Wszyscy udali się pewnie do klas w których mieli zajęcia.
 Szybkim krokiem poszłam do sali od Hiszpańskiego i w ostatnim momencie wpadłam do sali.Rozejrzałam się po niej i zwróciłam uwagę na dziewczynę <KLIK>,która wskazała na miejsce obok siebie.Szybko tam poszłam nie chcąc rozwścieczyć pani Smith,która nienawidziła spóźnialskich.
 -Dziękuje.-powiedziałam wyjmując zeszyt.
 -Nie ma za co.-uśmiechnęła się.Jestem Erin.
 -Miło mi Ciebie poznać.Jestem Lena.
 -Wiem.Mało kto Ciebie nie zna w tej szkole...
 -Cisza!-uderzyła linijka o biurko panna Smith.-Zaczynamy ćwiczenia z gramatyki.Macie przetłumaczyć pięćdziesiąt zdań na ocenę.-rozdała nam arkusze.Stwierdziłam,że nie będę miała z nimi jakiegoś większego problemu.
 W połowie mojej pracy dostałam liścik od Erin.


Zjesz ze mną i moimi przyjaciółmi lunch?

Pewnie będzie mi miło :)

 Reszta lekcji minęła mi bez oporów.Udało mi się skończyć wcześniej i tym samym trochę pomóc koleżance z ławki.Uważałam,że jest miła i sympatyczna a na dodatek uratowała mnie przed karą za spóźnienie.Należało jej się coś. 
 Na stołówce jak zawsze panował chaos.Wszyscy głośno rozmawiali próbując przekrzyczeć siebie na wzajem.
 Nieoczekiwanie w tłumie zauważyłam bruneta,który najwidoczniej,od wczoraj, chodzi do szkoły.                
 -Erin wiesz może kto to?-skinęłam głową w jego kierunku jednak nie chcąc żeby mnie zauważył.
 -Ciocia Erin nie wiedziała by o nowym kąsku w szkole.Nie to było by niemożliwe.-usłyszałam dziewczęcy głos.Rudowłosa <KLIK> poparzyła na mnie po czym dodała.-Jestem Anna Katarina.
 -Ale mówimy na nią Anna Karanina.-zaśmiała się Erin.
 -Przestań!Wiesz,że tego nienawidzę!-oburzyła się i wszystkie we trzy wybuchłyśmy śmiechem.
 Idąc do stolika poczułam jak by ktoś na mnie patrzył.Dosiadłam się z dziewczynami do dwóch chłopaków<KLIK>,<KLIK>.Mile się do mnie uśmiechnęli przez co zaczęłam czuć do niech sympatię.
 -Lena to Felix i Matt,Matt,Felix to Lena.-przedstawiła nas sobie Erin i usiadła obok Matta.
 -Karanina co dostałaś z tego kolokwium do którego się razem uczyłyśmy?-spytała uśmiechnięta od ucha do ucha.
 -Chyba cztery.-odparła przewracając oczami.-Ale i tak jest nie źle.
 -A ty Lena?-zapytała Anna.
 -Pięć.-odparłam zadowolona.
 -Łał.-powiedział tylko Felix.-Ładnie.
 -Gratuluje.-dorzucił Matt.
 Uśmiechnęłam się do nich przyjaźnie i zaczęłam jeść sałatkę.Byłam głodna jak wilk.Może posiłek nie był zbyt sycący ale nie miałam ochoty na nic innego.
 Nagle poczułam oplatające mnie zimno,które zmroziło mnie do kości.Ukradkiem zauważyłam,że obok mnie przeszedł nowy chłopak. 
 -Co ty taka blada się zrobiłaś?-zapytała Erin dotykając mojej ręki.-I zimna jak diabli.Na pewno wszystko w porządku.
 -Nie jest wam tu...zimno?-spytałam zaniepokojona.
 -Nie.-zaprzeczyła Anna.-Raczej gorąco.Na pewno wszystko okej?
 -Tak,tak.Już mi lepiej.-pokiwałam głową i wróciłam do sałatki.
 Coraz bardziej zaczęłam się zastanawiać czy nie powinnam udać się do jakiegoś psychologa czy może lepiej psychiatry?
 Erin,Anna i chłopaki okazali się na prawdę fajni.
 Pierwszy raz od dłuższego czasu,ktoś potrafił mnie rozbawić do łez rzucając suchary za sucharem i choć nie były wcale śmieszne łzy same napływały do oczu. 
 Szliśmy własnie razem na lekcje Angielskiego gdy nagle na kogoś wpadłam,zaliczając przy tym glebę.
 -Przepraszam nie zauważyłam...-jęknęłam czując moją biedną pupę.
 -Nic się nie stało.-chłopak wyciągnął w moją stronę rękę i dopiero wtedy zobaczyłam,że to ten nowy.Serce podeszło mi do gardła gdy patrzył na mnie swoimi niebiańskimi oczami.
 -Dziękuje.-odparłam gdy pomógł mi wstać i szybko puścił moją rękę tak jak by parzyła.Nie wiedziałam co to za reakcja.Nad czymś jednak intensywnie się zastanawiał.
 -Na drugi raz uważaj.-wyminął mnie i poszedł do innej sali.
 Patrzyłam chwile na oddalającą się sylwetkę chłopaka jednak głos Anny sprowadził mnie na Ziemie.
 -Cholercia.Ty to masz szczęście.-przygryzła wargę.-Chyba też tak na niego wpadnę.
 -Tylko z tym wyjątkiem,że on nie pomoże Ci wstać tylko jeszcze podepcze jak robaka.-wtrącił Felix.
 -Hej!-oburzyła się Erin.-Pamiętasz co obiecałeś?Żadnych docinek.
 -Oj to był tylko fakt,nic więcej.-wyszczerzył się i z Mattem weszli do sali.
 Wykład ciągnął mi się w nieskończoność.Zastanawiałam się co go tak zszokowało a może przestraszyło gdy mnie dotknął.
 Wracając do domu postanowiłam wstąpić do biblioteki i oddać niektóre książki.
 Pan Jackson stał jak zwykle za ladą i wpisywał coś do zeszytu.Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko.
 -Witaj moje dziecko.-powiedział przyjaźnie.-Co u Ciebie i mamy?
 -Mama pracuje ja się uczę.Chyba tylko tak można to opisać.-wzruszyłam ramionami.
 -Nie rozmawiacie ze sobą?-dopytywał się lecz widząc brak mojej odpowiedzi dodał pośpiesznie.-Przepraszam nie chciałem być wścibski.
 -Nic się nie stało.Rozumiem.Nie,nie rozmawiamy ze sobą.
 -Przykro mi.
 -Mnie również.-mruknęłam pod nosem i dodałam.-Mogę wybrać sobie jakąs książkę do czytania?Chce oderwać się trochę od tego nudnego i normalnego świata.
 -Dziecino ten świat zaskoczy Cię o wiele bardziej niż myślisz.-odparł tajemniczo.
 Kiwnęłam głową i udałam się do regału z fantastyką.Dotykałam palcem grzbietów książek czytając tytuły.Żadne jednak nie za bardzo mnie pociągało.
 Znów poczułam coś twardego na swoim ramieniu.
 -Przepraszam nie chciałam zapatrzyłam się.-powiedziałam pośpiesznie.Musiałam w końcu patrzeć przed siebie.
 Brunet spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami i ściągnął kaptur pod którym chował gęste i bujne loki.
 -Nic się nie stało.-uśmiechnął się.Ton jego głosu po prostu hipnotyzował.Był nadzwyczaj piękny.
 -Dzisiaj co chwila na kogoś wpadam.
 -Masz pewnie dużo na głowie.
 -Tak,to prawda.-skrzywiłam się.-Jeszcze raz przepraszam.
 -A ja drugi raz mówię,że nic się nie stało Leno.
 -Skąd znasz moje imię?-popatrzyłam mu w oczy jednak po chwili stwierdziłam,że był to błąd.Nie mogłam oderwać wzroku od jego idealnego kształtu szczęki po której miałam zamiar przejechać ręką i poczuć lekki zarost. 
Od razu wybiłam sobie ten pomysł z głowy.
 -Słyszałem.-odparł,beznamiętnie wzruszając ramionami.
 -Ani ja ani bibliotekarz go nie mówiliśmy.-powiedziałam uparcie.
 -Ależ Leno mówiłaś swoje imię.-odparł słodko.-Twoje oczy mi to mówiły. 
 -A co teraz mówią?-paplałam trzy po trzy i poczułam jak w gardle mi zasycha.
 -Że powinnaś wybrać książkę.
 -No tak.-magiczna chwila prysła jak bańka w dosłownie jednej chwili.
  Skinął głową na pożegnanie i zniknął pomiędzy regałami. 
  Tym razem miałam nadzieje,że nie wymyśliła go moja stuknięta i niereformowalna wyobraźnia. 



 Rozdział dedykuje moim ukochanym skarbeczkom :* -Oli,Emi,Marice i Gosi.
Niech Bóg będzie z wami bo jest on odpowiedzią na wszystkie pytania.
 Nie nie nadaje się na katechetkę...Cholera...







piątek, 28 marca 2014

1.Cały cel nauki polega na świadomym zdobyciu tego, co młodość otrzymuje darmo

 Obudziło mnie uczucie wbijającej się książki w bok.Mamusiu!Musiałam zasnąć kiedy się uczyłam.Po moim łóżku walały się notatki,książki i zeszyty.Oprócz tego mój pokój bym niezwykle czysty i schludny.<KLIK >.Może bym trochę jak dla mnie za poważny ale był dostosowany do późniejszych lat.
 Przeciągnęłam się,czując jak tym razem wbija mi się zeszyt.Oczy same mi się zamykały a nogi odmawiały posłuszeństwa.Skarciłam samą siebie za to,że ostatnio zasypiam tylko przy książkach.Poczłapałam do szafy i wyjęłam z niej <KLIK>.
 Nagle potknęłam się o coś i upadłam.Nic mi się nie stało,może oprócz bolącego palca u nogi.
 Zauważyłam na ziemi moją torebkę,którą prawdopodobnie wczoraj tu położyłam.Podniosłam ją i położyłam na komodę.Łazienka <KLIK> na moje szczęście była wolna.Czując jak po moim ciele spływają ciepłe strużki wody poczułam się o wiele lepiej.Użyłam płynu do kąpieli o zapachu truskawki,białej czekolady oraz wanilii,którą zawsze kupuje mi mama jeśli czegoś ode mnie chce.No cóż,przynajmniej miałam mydło.
 Owinęłam się ręcznikiem i podeszłam do lustra nad umywalką.Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam były wielkie wory pod oczami i zaspane oczy.Ochlapałam je wodą i dopiero wtedy poczułam dziwny chłód na plecach.Natychmiast na skórze pojawiła się gęsia skórka.Popatrzyłam na maleńkie okno,które ku mojemu zdziwieniu było zamknięte.To była pewnie wentylacja.
 Czym prędzej założyłam na siebie ubrania i zbiegłam do kuchni <KLIK>.Mama właśnie myła sobie kubek po kawie.
 -Dzień dobry mamo.-powiedziałam całując ją w policzek.
 -Dzień dobry.-odparła szybko jak by myślami była gdzie indziej.-Zrób sobie śniadanie.A i czy mogła byś po szkole wstąpić do sklepu?Listę zakupów masz na lodówce.Wrócę późno bo mam spotkanie.Nie czekaj z kolacją.Zjem jak wrócę.Muszę lecieć,pa skarbie.-ucałowała mnie w czoło i wypadła z domu jak torpeda rozpoczynając z kimś rozmowę.
 Tak wyglądał normalny poranek.Zacisnęłam pięści na blacie mocnej.Dlaczego?Dlaczego akurat teraz Cię to boli Lena?Dlaczego?Pytałam siebie.Nigdy mi to nie przeszkadzało...Może czasami.
 Spojrzałam na zegarek i stwierdziłam,że co najwyżej zdążę wypić kawę.Tak też zrobiłam.Przynajmniej chociaż trochę postawiła mnie na nogi.
 Wzięłam torbę i wyszłam do garażu po samochód <KLIK>.Przynajmniej zasłużyłam u mamy na samochód,chociaż szczerze powiedziawszy rzadko go używałam.
 Wyjechałam na ulicę zamykając automatycznie drzwi od garażu.
 -Dobra dwie ręce na kierownice.Lusterka są.Pasy zapięte.Mogę jechać dalej.-powiedziałam sama do siebie a w głowie usłyszałam jakiś śmiech.Pewnie mój mózg nabija się sam ze mnie.
 Dojechałam do szkoły w dwadzieścia cztery minuty.Przed nią już schodzili się uczniowie.Wszyscy głośno rozmawiali próbując przekrzyczeć się na wzajem.
 Zaparkowałam na uboczu i wysiadłam z auta.Kilku uczniów popatrzyło się na mnie jednak przez pozostałą część nie zostałam nawet zauważona.
 Kiedy przechodziłam chodnikiem prowadzącym do drzwi głównych zauważyłam jak jakieś nowe auto <KLIK>parkuje na podjeździe pod drzewem.
 Każdy zwrócił uwagę na osobę siedzącą za kółkiem.
 Brunet wysiadł z gracją z auta i uśmiechnął się pod nosem widząc jak wszyscy się na niego gapią.Miał brązowe włosy i niebieskie jak niebo oczy.Wydawał się taki niedostępny,nieosiągalny.
 Poczułam w swoim brzuchu motylki gdy na mnie spojrzał.Wwiercał się we mnie swoim zabójczym wzrokiem. 
 Prawdopodobnie moje policzki zalały się rumieńcem.Jednak ten moment nie trwał długo.Pierwszy odwrócił wzrok gdy podeszła do niego Ashley <KLIK>.Mogła mieć każdego.Zawsze w społeczeństwie taka osoba się znajdzie.
 Nie miałam ochoty tak stać i wlepiać w niego gały,gdy ta blondynka z nim flirtowała.
 Poszłam do sali w której miałam wykład.W środku spotkałam Panią Smith.Uczyła nas Historii.
 -Dzień dobry.-powitałam ją przyjaźnie.
 -Dzień dobry,dzień dobry.-uśmiechnęła się i wróciła do szukania czegoś w swoim biurku.
 Zajęłam swoje miejsce i wyjęłam książkę.
 Wykład minął mi dość szybko tak samo jak reszta lekcji.O mało co zasnęła bym na jednej z nich ale jakoś dałam sobie radę.Kiedyś skończą się te nieprzespane noce i będę je w przyszłości odsypiała na razie musiałam jeszcze bardziej skupić się na nauce.
 Idąc do swojego Garbusa widziałam jak jakich mężczyzna o jasno niebieskich oczach patrzy się na mnie z drugiego końca parkingu.Był ubrany w czarne ubranie i dziwną togę do ziemi.Uśmiechnął się do mnie uroczo jednak ja nie zwracałam na to uwagi.Psychol albo gwałciciel.
 W drodze powrotnej wstąpiłam na zakupy.Chyba zapasy starczą nam na dwa,trzy tygodnie. Nie wiedziałam jak poradzę sobie z nimi w domu.Włożyłam je jakimś cudem do bagażnika i pojechałam do domu.
 Gdy tylko zrobiłam wszystkie prace w domu i do szkoły stwierdziłam,że nauka na świeżym powietrzu dobrze mi zrobi.Wzięłam swoje książki i usiadłam na leżaku.
 Słońce otulało moją twarz swoimi promieniami dając przyjemnie ciepło a lekki wiatr targał moje włosy na wszystkie strony.Uwielbiałam taką pogodę.
 Nie miałam głowy na historię.Nic mi nie wchodziło a słowa które przeczytałam brzmiały jak by pisane były po chińsku.
 Znów otulił mnie dziwny chłód.Tym razem o wiele dłużej i wyczuwalnie niż rano.Czułam jak by oddech na mojej szyi.To uczucie sparaliżowało mnie od stóp do głów.Spojrzałam za siebie.Nikogo nie było.
 To tylko moja bujna wyobraźnia. 

Prolog....Jeśli dziewczyna nadal Cię kocha po tym jak złamałeś jej serce to znaczy, że jest tą jedyną.

 Szłam noga za nogą po zatłoczonym chodniku,wdychając zapach spalin samochodów.Padał obfity deszcz lejący się strugami po oknach i dachach.Moja kurtka już dawno przemokła a ja trzęsłam się z zimna jak i wilgoci.
 Patrzyłam na swoje buty próbujące ominąć kałuże.
 Tego dnia pogoda odzwierciedlała mój humor.Był paskudny i aż chciało mi się płakać.Jedna z moich przyjaciółek zmarła dokładnie rok temu w wypadku samochodowym.To był cios prosto w moje serce ponieważ oprócz niej nie miałam nikogo.
 Moja mama?No cóż,wiecznie zapracowany adwokat.Niedługo ja też będę robić to samo.To moje przeznaczenie.Dam lepsze życie swoim dzieciom...przykład i miłość.Tyle ile jej w sobie pomieszczą.
 Poprawiłam szalik,który lekko odsłonił moją szyje przez co po moim ciele przeszły ciarki.Do domu zostało mi jakieś piętnaście minut drogi lecz miałam jeszcze zamiar wstąpić do miejskiej biblioteki i wypożyczyć parę książek na kolokwium z historii.Trzeba by było zacząć się już uczyć by tego nie zawalić.
 Weszłam po kamiennych schodkach do pomieszczenia,w którym pachniało papierem i drewnem.
 Za ladą stał staruszek w koszuli w kratkę.Jego oczy były pełne radości i werwy jakiej nie spotyka się u wielu ludzi.
 -Dzień dobry.proszę Pana.-przywitałam się grzecznie,uśmiechając się do niego przyjaźnie.
 -Lena moja droga,jak miło Cię widzieć!-odparł z radością w głosie.-Chętnie służę pomocą.Czego kochana potrzebujesz?
 -Tych podręczników.-podałam mu kartkę na której spisałam wszystkie tytuły.
 -Hm.Pomyślmy.Mam je chyba na zapleczu.-podrapał się po skroni.
 -Nie chce robić kłopotu.
 -Ależ jakiego kłopotu,kruszynko.-zaprzeczył szybko.-Daj mi minutkę.-zniknął za drzwiami.
 Usiadłam na krześle,które zaskrzypiało pod moim ciężarem.Czy byłam aż tak ciężka?
 W bibliotece panowała cisza.Nie słyszałam nawet Pana Howarda krzątającego się na zapleczu.Siedząc tutaj miałam wrażenie,że czas nie idzie dalej,że tu się właśnie zatrzymuje.Niestety to były tylko moje odczucia.
 -Mam.-usłyszałam za sobą.Bibliotekarz położył przede mną cztery książki z minimum trzystoma stronami.Zarwane noce witajcie.
 -Dziękuje bardzo.-wzięłam je.Okazały się niebywale ciężkie.
 -Ostatnio wydaje mi się,że za mało wychodzisz z domu.-poprawił okulary na nosie.-Samą nauką człowiek nie żyje.
 -Nauka to klucz do dobrej przyszłości,proszę Pana.-uśmiechnęłam się.-Poza tym za dwa może trzy lata to się skończy.Po tym kolokwium obiecuje spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu.
 Wchodząc z biblioteki poczułam jak ktoś otwiera mi drzwi.
 -Dziękuje.-odparłam widząc tylko nieskazitelnie bladą twarz i parę loków wystających spod kaptura. 

Ko­niec te­go świata jest naszym początkiem.

BOHATEROWIE 

Lena Edwards 

Licealistka,przyszła pani adwokat tak jak jej matka.Ma swoje marzenia jednak jej mama jest konsekwentna i nie dopuszcza do siebie myśli,że córka nie pójdzie w jej ślady.


Harry Shaw

Normalny nastolatek o wybuchowym charakterze.Zawsze jest zgodny ze swoim ojcem we wszystkim,chociaż nie lubi gdy się mu rozkazuje.


Jace Shaw

Ojciec Harrego.Bezduszny i arogancki.Jest jednak miły tylko dla ludzi którzy mu się spodobają.Ma swoje tajemnicze plany do których potrzebuje Leny.




Carmen 

Nienawidzi Leny ponieważ jest szaleńczo zakochana w Harrym.Tak naprawdę nie cierpi wszystkiego co żyje.Wredna i oschła dla wszystkich.


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjgXi-f2TcaMVNzHYd-_zEAzkZOD90A9KuqElEWVh6LiF4leV5ZGPBZzU-7ssHad8sjCYyd5VjO4D-BFXmO4yM_TUhwzhsnw7C49gL9CFGO-PLMBePuBFzpf0GI4UrYItbdj9ojyit5tsk/s1600/chlop.jpeg

Shon Ross

Zapisał się do szkoły Leny niedawno.Nie jest typem duszy towarzystwa jednak i tak ma duże powodzenie u dziewczyn.Ma swoją mroczną tajemnice. 




Niall Horan 

Jedyny przyjaciel Harrego.To on pomaga mu w jego problemach.Ma uczucia za dwóch.