Kiedy się obudziłam Harrego obok mnie nie było.Wiedziałam,że poszedł niedawno.Co mi w ogóle odbiło żeby zapraszać do domu obcego chłopaka?!Chyba mam huśtawkę nastrojów.
Wzięłam prysznic i zarzuciłam na siebie tylko szlafrok.Mama miała wrócić dopiero w niedziele wieczorem więc miałam zamiar dzisiaj spędzić czas z Erin i Anną w jakieś galerii handlowej.
Wchodząc do kuchni zobaczyłam Harrego.Chyba rozmawiał przez telefon.
-Nie nie zrobiłem tego.Nie mogę.-mówił.-Wiem kim jestem.Nie musisz mi ciągle przypominać.-rozłączył się zdenerwowany po czym dodał.-Wiem,że tam jesteś.Nie musisz się kryć.
-Nie podsłuchiwałam...Po prostu...
-Nie musisz się tłumaczyć.-machnął ręką.-Nie lubię tego.
-A co ty lubisz?
Spojrzał na mnie swoim rozbrajającym wzrokiem i nagle poczułam się maleńka jak okruszek.
-Cisze i spokój,której nie umiem odnaleźć.-odparł w końcu.
-Dlaczego?
-Zadajesz trochę za dużo pytań,wiesz?Nie ważne.Chyba już pójdę.-wziął z krzesełka kurtkę.-Masz bardzo niespokojny sen.-podszedł do mnie.
-Od niedawna.
-Nie chcesz ich?
-A kto by chciał takie koszmary?!
-Jesteś słodka kiedy się denerwujesz.-uśmiechnął się po czym dodał.-Tak samo jak rumienisz.-pocałował mnie w czoło i zaczął iść w kierunku.
-A twój...-chciałam go zatrzymać lecz przerwał mi.
-Na stole.
Gdy wyszedł moje ciało odetchnęło z ulgą.Poszłam do jadalni i zobaczyłam kartkę z napisem "Sam zadzwonię".Oparłam się o stół i zaczęłam rozmyślać.
Chłopak mnie śledził.Obronił.Został na noc,a ja mu nadal nie ufałam.Może i czułam się przy nim bezpieczna ale na pewno nie w takim sensie w jakim bym chciała.Postanowiłam porozmawiać z Erin i Karaniną.
-Hej miałam do ciebie dzwonić ale nie wiedziałam czy już wstałaś.-rozległ się jej głos w słuchawce już po jednym sygnale.-Felix widział jak wychodzisz od Shona bardzo,bardzo późno.Masz mi coś do powiedzenia?
-Można tak powiedzieć.Ale to o wiele bardziej skomplikowane.Spotkamy się?
-Zakupy?
-Czemu nie.
-Okey.Za godzinę po Ciebie przyjadę.
Poszłam do pokoju się ubrać <KLIK>.Szczerze to czułam,że ktoś tu jest jednak starałam się o tym nie myśleć.Kiedy usłyszałam jak ktoś puka do drzwi,szybko zbiegłam na dół.
-Hej skarbie.-pocałowała mnie w policzek Erin.
-A gdzie Anna?Myślałam,że do niej zadzwonisz.
-Obecnie jest w LA u ciotki.-odparła za mnie przyjaciółka.
-Dobra.-zamknęłam drzwi i poszłam za przyjaciółką do jej samochodu <KLIK>.
-No a teraz gadaj co z Shonem.-zaczęła zniecierpliwiona.
-Ogólnie to nic...-mruknęłam.-Przedyskutowaliśmy nasze pomysły na projekt i siedzieliśmy do późna.Chciał mnie podwieźć ale chciałam iść na pieszo...-urwałam.
-No dalej jeśli łaska.
-Paru chłopaków zaczepiło mnie w parku...I pewnie by mnie...no wiesz...
-Zgwałcili?-wstrzymała oddech.
-Tak,ale obronił mnie chłopak którego spotkałam w bibliotece.
-Kujon?
-No właśnie nie!Jest...specyficzny...
-I co z nim?
-Został u mnie na noc.-wykrztusiłam po chwili milczenia.
-PRZESPAŁAŚ SIĘ Z KOLESIEM,KTÓREGO WCALE NIE ZNASZ?!-nie dowierzała.
-Oczywiście,że nie.-zaprzeczyłam od razu.-Po prostu został ze mną i tyle.
-Cholera.To było niebezpieczne.A jak on jest jakimś psychopatą?!Sama mówiłaś,że jest specyficzny.
-Ale nie w tym sensie.-przewróciłam oczami.-Ma w sobie coś...czego nie da się wytłumaczyć.
-Zauroczyłaś się w nim.-zaśmiała się.-Mam nadzieję,że poznam go jako pierwsza.
-Nie zauroczyłam!Nawet go nie znam!
-Spał u Ciebie i założę się też,że również z Tobą w łóżku.
Musiałam przyznać jej racje.
Dojechaliśmy do centrum handlowego i od razu skierowałyśmy się do Zary.Erin wybrała sobie jakiś sweter i spodnie,które kompletnie nie były w moim guście.
-Myślisz,że to podkreśla mój tyłek?-zapytała w przymierzalni.
-Wygląda jak po operacji plastycznej.-stwierdziłam z lekkim przekąsem.
-Bierzemy je!-odparła natychmiast.
Po paru godzinach postawiłyśmy iść do obuwniczego.
Nagle na innym piętrze,na przeciwko nas zauważyłam Harrego.Patrzył się na jakiegoś mężczyznę,który szedł do bajerki.Nie daleko niego stał SHON!Biegł w stronę mężczyzny jak by chciał coś zrobić.
Nieoczekiwanie mężczyzna z wielkim impetem wpadł w barierke tłukąc ją.Niektórzy ludzie krzyczeli.Drugich po prostu wmurowało.Blondyn z wielkim trzaskiem łamanych kości zderzył się z kafelkami na parterze.
Gdy znów spojrzałam na Harrego...jego już nie było.Shona także.Zniknęli w tłumie.A może mi się przewidziało?
Erin podeszła do barierki i patrzyła na ciało,przy którym kucali ochroniarze.
-Cholera to było takie dziwne.Nie sądzisz?-zapytała.
-Bardzo.On po prostu szedł...I...
Nie umiałam tego wytłumaczyć,.To było więcej niż dziwne.To było wręcz przerażające.
To musieli być oni.Nie mogło mi się przewidzieć. Ludzie także nie umieli tego wytłumaczyć tak jak by ktoś kazał im zapomnieć niektórych rzeczy...
Hmmmmm....
Czy to nie dziwne?
Czułam się taka...bezsilna.Mogłam krzyknąć,żeby tego nie robił,żeby uważał.Ale nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku.Bałam się.
Alena razie pozostało mi tylko czekać aż Harry sam do mnie zadzwoni na co czekałam z niecierpliwością.
Jej *_* super rozdział wgl tak jak wszystkie .... Czekam na nn...
OdpowiedzUsuńCudo cudo proszę pisz :* <3
OdpowiedzUsuń