Moje serce było niespokojne od czasy spotkania z Harrym.Kiedy tylko o nim pomyślałam robiło mi się cieplej.Przypominałam sobie jego zielone oczy,które wydawały mi się takie znajome.Jak gdyby zostały stworzone właśnie dla mnie.
Nie to było bezsensu!Ja go nawet nie znałam.Spotkałam o tylko raz a już mam jakieś myśli nie z tej Ziemi.Chyba naprawdę potrzebowałam kogoś w domu z kim mogła bym pogadać.Jednak nic nie mogłam na to poradzić.
-Ziemia do Leny.-szturchnęła mnie Erin na WF'ie
Na sali gimnastycznej <KLIK> grałyśmy z dziewczynami w siatkówkę a obok nas w nogę grali chłopaki.Zauważyłam wśród nich Shona.Wszystkie dziewczyny patrzyły się na niego tak,że aż ślinka napływała im do ust.
-Zamyśliłam się.Przepraszam.-odparłam patrząc w jej brązowe oczy dostrzegłam rozbawienie.-Śmiejesz się!
-Zawsze jak ktoś zwróci Ci uwagę mówisz przepraszam.-roześmiała się.-To zabawne.
-Prze...-urwałam widząc jak robi się czerwona ze śmiechu.-Oj przestań!
-Dziewczyny do roboty!-pogoniła nas Ashley która z WF'u była najlepsza ze wszystkich.Miała parę medali na swoim koncie i pucharów za jakieś duperele.Kogo tam to obchodziło?Mnie na pewno nie...Dodatkowo była największą zrzędą jaka kiedykolwiek chodziła po Ziemi.
W szatni <KLIK> wszyscy rozmawiali o Shonie,kiedy pod koniec lekcji podciągnął bluzkę by wytrzeć sobie nią twarz.W normalnym przypadku wzięła bym to za zwykły szpan sześciopakiem ale on zrobił to tak seksownie...O matko!
-Widziałyście.Spojrzał się po tym na mnie.-odrzuciła włosy za siebie dumna z tego,że dziewczyny zabijały ją wzrokiem z zazdrości.
Razem z Erin popatrzyłyśmy po sobie i przewróciłyśmy oczami.Założyłam swoje ubranie <KLIK> i wyszłam razem z dziewczyną.Przed szatnią stał Shon wyraźnie na kogoś wyczekując.
-Czekałem na Ciebie.-powiedział gdy mnie zobaczył.
-Na mnie?-zapytałam nieśmiało.
-Pani Smith chce żebym pomógł Tobie z projektem.Uważa,że masz dużo do nauki więc pomoc Ci nie zaszkodzi.-spojrzał mi prosto w oczy i poczułam jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa.
-Dzięki ale nie potrzebuje pomocy.Dam rade.-oparłam pewnie.
Przestał się opierać o ścianę i przekrzywił lekko głowę w bok.
-Ale ty naprawdę masz dużo do zrobienia.Pozwól sobie choć raz pomóc.
-W porządku.-mruknęłam.
-Spotkamy się dzisiaj?Może być u mnie?
Nie chciałam do niego iść jednak mama wróci pewnie późno a ja od pewnego czasu nie lubiłam siedzieć sama w domu i przesiadywałam w bibliotece tak długo jak tylko się dało.
-Dobra.Kończę po szóstej godzinie.
W tym momencie z szatni wyszła Ashley z koleżankami.Od razu zainteresowała się
-W porządku.Poczekam na Ciebie.-uśmiechnął się i skinął przyjaźnie głową.
Oddaliłyśmy się z Erin na pewną odległość i od razu wybuchła.
-Cholera jasna!Masz randkę z Shonem!Ja pier...!
-Po pierwsze to nie randka.Po drugie nie drzyj się tak jeszcze ktoś usłyszy.
-Uwierz jak usłyszała Ashley zaraz usłyszy cała szkoła.Nie bój żaby.-uśmiechnęła się.
-Że co?
-Jezu jaka ty sztywna!Ile ty masz lat?Osiemnaście czy osiemset?-przewróciła oczami zrezygnowana..
-Nie wiem o co ci chodzi.
-O to,że jesteś zbyt poważna.Na to zawsze przyjdzie czas.Chyba będziemy musiały Cię trochę odmłodnieć ale to później.
Reszta lekcji minęła mi dłużąc się w nieskończoność.Myślałam nad tym co powiedziała Erin.Ale przecież nie byłam aż taka poważna...Umiałam się bawić.Co do tego,że cała szkoła się dowie o moim spotkaniu z Shonem też miała racje.I to cholerną.
-Tylko pamiętaj nie bądź śmiertelnie poważna.-upomniała mnie Karanina gdy wychodziłyśmy z liceum.
Shon czekał na mnie oparty o maskę swojego samochodu.
-Pamiętaj.-pocałowała mnie w policzek na pożegnanie Erin.
-Dłużej się nie dało?-mruknął chłopak gdy do niego podeszłam.
-Mogę sobie iść?
-Nie.-uśmiechnął się.-Żartowałem tylko.-otworzył mi drzwi od strony pasażera.
-Masz kiepskie żarty.-westchnęłam nurkując do jego samochodu.
-Dobrze,że chociaż jakieś mam.-odparł.-Co po nie którzy mogli by trochę stonować z dorastaniem.
Gdy odjeżdżaliśmy widziałam jak Ashley patrzy się na mnie z nienawiścią.
Dom Shona był wielki <KLIK>.W porównaniu do niego ja byłam serio biedna.
-Mieszkasz sam?-zapytałam gdy weszłam do salonu <KLIK>.
-Tak.Moi rodzice nie żyją.
-Przykro mi.Nie chciałam Cię urazić.
-Nic się nie stało.Napijesz się czegoś?-rzucił wchodząc do kuchni.
-Wody.
Usiadłam na niebiańsko miękkiej kanapie.Cholera kim byli jego rodzice przed śmiercią?!
-Proszę.-podał mi szklankę.-Masz pomysł na ten projekt.
-Szczerze to tak.-stwierdziłam.-Za dwa miesiące przyjeżdżają na wymianę.Może trzeba by było zapoznać ich z tutejszą kulturą?To dość ciekawe.
-Chodzi Ci o te opowieści o wampirach,wilkołakach i takich tam...?
-Tak.To zupełnie coś nowego...
-Pewnie tak.-przez przypadek dotknął mojej ręki i od razu się odsunął.
-O co chodzi?-spytałam zaciekawiona.
-O nic -unikał mojego wzroku.Nie mówisz szczerze.
-Kłamiesz.Nie jesteś w tym dobry.
-Zdziwiła byś się.Jestem w tym lepszy niż sądzisz.-westchnął.-Wracamy do projektu.Zaintrygowałaś mnie nim.
Wydawało mi się to dziwne ale chyba sama bałam się o to spytać...A raczej coś mnie przed tym powstrzymywało.Tak jak bym miała w sobie dwie osoby...
Przepraszam,że tak krótko ale jutro mam urwanie głowy :****
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz