wtorek, 1 kwietnia 2014

3.Zdziwiła byś się.Jestem w tym lepszy niż sądzisz.

 Moje serce było niespokojne od czasy spotkania z Harrym.Kiedy tylko o nim pomyślałam robiło mi się cieplej.Przypominałam sobie jego zielone oczy,które wydawały mi się takie znajome.Jak gdyby zostały stworzone właśnie dla mnie.
 Nie to było bezsensu!Ja go nawet nie znałam.Spotkałam o tylko raz a już mam jakieś myśli nie z tej Ziemi.Chyba naprawdę potrzebowałam kogoś w domu z kim mogła bym pogadać.Jednak nic nie mogłam na to poradzić.
 -Ziemia do Leny.-szturchnęła mnie Erin na WF'ie
 Na sali gimnastycznej <KLIK> grałyśmy z dziewczynami w siatkówkę a obok nas w nogę grali chłopaki.Zauważyłam wśród nich Shona.Wszystkie dziewczyny patrzyły się na niego tak,że aż ślinka napływała im do ust.
 -Zamyśliłam się.Przepraszam.-odparłam patrząc w jej brązowe oczy dostrzegłam rozbawienie.-Śmiejesz się!
 -Zawsze jak ktoś zwróci Ci uwagę mówisz przepraszam.-roześmiała się.-To zabawne.
 -Prze...-urwałam widząc jak robi się czerwona ze śmiechu.-Oj przestań!
 -Dziewczyny do roboty!-pogoniła nas Ashley  która z WF'u była najlepsza ze wszystkich.Miała parę medali na swoim koncie i pucharów za jakieś duperele.Kogo tam to obchodziło?Mnie na pewno nie...Dodatkowo była największą zrzędą jaka kiedykolwiek chodziła po Ziemi.
  W szatni <KLIK> wszyscy rozmawiali o Shonie,kiedy pod koniec lekcji podciągnął bluzkę by wytrzeć sobie nią twarz.W normalnym przypadku wzięła bym to za zwykły szpan sześciopakiem ale on zrobił to tak seksownie...O matko!
 -Widziałyście.Spojrzał się po tym na mnie.-odrzuciła włosy za siebie dumna z tego,że dziewczyny zabijały ją wzrokiem z zazdrości.
 Razem z Erin popatrzyłyśmy po sobie i przewróciłyśmy oczami.Założyłam swoje ubranie <KLIK> i wyszłam razem z dziewczyną.Przed szatnią stał Shon wyraźnie na kogoś wyczekując.
 -Czekałem na Ciebie.-powiedział gdy mnie zobaczył.
 -Na mnie?-zapytałam nieśmiało.
 -Pani Smith chce żebym pomógł Tobie z projektem.Uważa,że masz dużo do nauki więc pomoc Ci nie zaszkodzi.-spojrzał mi prosto w oczy i poczułam jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa.
 -Dzięki ale nie potrzebuje pomocy.Dam rade.-oparłam pewnie.
 Przestał się opierać o ścianę i przekrzywił lekko głowę w bok.
 -Ale ty naprawdę masz dużo do zrobienia.Pozwól sobie choć raz pomóc.
 -W porządku.-mruknęłam.
 -Spotkamy się dzisiaj?Może być u mnie?
 Nie chciałam do niego iść jednak mama wróci pewnie późno a ja od pewnego czasu nie lubiłam siedzieć sama w domu i przesiadywałam w bibliotece tak długo jak tylko się dało.
 -Dobra.Kończę po szóstej godzinie.
 W tym momencie z szatni wyszła Ashley z koleżankami.Od razu zainteresowała się
 -W porządku.Poczekam na Ciebie.-uśmiechnął się i skinął przyjaźnie głową.
 Oddaliłyśmy się z Erin na pewną odległość i od razu wybuchła.
 -Cholera jasna!Masz randkę z Shonem!Ja pier...!
 -Po pierwsze to nie randka.Po drugie nie drzyj się tak jeszcze ktoś usłyszy.
 -Uwierz jak usłyszała Ashley zaraz usłyszy cała szkoła.Nie bój żaby.-uśmiechnęła się.
 -Że co?
 -Jezu jaka ty sztywna!Ile ty masz lat?Osiemnaście czy osiemset?-przewróciła oczami zrezygnowana..
 -Nie wiem o co ci chodzi.
 -O to,że jesteś zbyt poważna.Na to zawsze przyjdzie czas.Chyba będziemy musiały Cię trochę odmłodnieć ale to później.
 Reszta lekcji minęła mi dłużąc się w nieskończoność.Myślałam nad tym co powiedziała Erin.Ale przecież nie byłam aż taka poważna...Umiałam się bawić.Co do tego,że cała szkoła się dowie o moim spotkaniu z Shonem też miała racje.I to cholerną.
 -Tylko pamiętaj nie bądź śmiertelnie poważna.-upomniała mnie Karanina gdy wychodziłyśmy z liceum.
 Shon czekał na mnie oparty o maskę swojego samochodu.
 -Pamiętaj.-pocałowała mnie w policzek na pożegnanie Erin.
 -Dłużej się nie dało?-mruknął chłopak gdy do niego podeszłam.
 -Mogę sobie iść?
 -Nie.-uśmiechnął się.-Żartowałem tylko.-otworzył mi drzwi od strony pasażera.
 -Masz kiepskie żarty.-westchnęłam nurkując do jego samochodu.
 -Dobrze,że chociaż jakieś mam.-odparł.-Co po nie którzy mogli by trochę stonować z dorastaniem.
 Gdy odjeżdżaliśmy widziałam jak Ashley patrzy się na mnie z nienawiścią.
 Dom Shona był wielki <KLIK>.W porównaniu do niego ja byłam serio biedna.
 -Mieszkasz sam?-zapytałam gdy weszłam do salonu <KLIK>.
 -Tak.Moi rodzice nie żyją.
 -Przykro mi.Nie chciałam Cię urazić.
 -Nic się nie stało.Napijesz się czegoś?-rzucił wchodząc do kuchni.
 -Wody.
  Usiadłam na niebiańsko miękkiej kanapie.Cholera kim byli jego rodzice przed śmiercią?!
 -Proszę.-podał mi szklankę.-Masz pomysł na ten projekt.
 -Szczerze to tak.-stwierdziłam.-Za dwa miesiące przyjeżdżają na wymianę.Może trzeba by było zapoznać ich z tutejszą kulturą?To dość ciekawe.
 -Chodzi Ci o te opowieści o wampirach,wilkołakach i takich tam...?
 -Tak.To zupełnie coś nowego...
 -Pewnie tak.-przez przypadek dotknął mojej ręki i od razu się odsunął.
 -O co chodzi?-spytałam zaciekawiona.
 -O nic -unikał mojego wzroku.Nie mówisz szczerze.
 -Kłamiesz.Nie jesteś w tym dobry.
 -Zdziwiła byś się.Jestem w tym lepszy niż sądzisz.-westchnął.-Wracamy do projektu.Zaintrygowałaś mnie nim.
 Wydawało mi się to dziwne ale chyba sama bałam się o to spytać...A raczej coś mnie przed tym powstrzymywało.Tak jak bym miała w sobie dwie osoby...


Przepraszam,że tak krótko ale jutro mam urwanie głowy :**** 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz