niedziela, 6 kwietnia 2014

7.Kiedyś znajdziesz prawdę.

 -Matt jest w szpitalu.-jęknęła załamana.-Nie wiadomo czy przeżyje.
 -Matko.-usiadłam na łóżku czując jak tracę siłę w nogach.-Gdzie leży?
 -Na London drive 22.
 -Przyjadę po Ciebie.Za dwadzieścia minut będę.
 -Dobrze.
 Ręce strasznie mi się trzęsły.Szybko się ogarnęłam i zbiegłam po schodach.Mama podniosła na mnie wzrok znad papierów.
 -Gdzie idziesz?-zapytała odkładając okulary.
 -Do szpitala.Mój kolega jest w ciężkim stanie.-założyłam na nogi nowe buty,które zdążyłam kupić z Erin <KLIK> i przejrzałam się w lustrze <KLIK>.
 -Dobrze jedź.Tylko nie wracaj zbyt późno.Pamiętaj jutro szkoła.
 -Wrócę wtedy kiedy uznam,że mogę.-warknęłam wściekła,że nadal troszczy się tylko o szkołę.Szybko wsiadłam do samochodu i pognałam do Erin.Wszystko wydawało mi się takie dziwne.Takie nie pojęte.
 Gdy podjechałam pod dom przyjaciółki stała na ulicy jak by była w transie.Zatrzymałam się dokładnie kilka metrów przed nią.
 -Erin.-powiedziałam wystawiając głowę za okno.Nic nie odpowiedziała tylko patrzyła się na buty.-Erin.-powtórzyłam wysiadając z auta.Miała podpuchnięte oczy od płaczu...O cholera!
 Odsunęłam się od niej.Jej oczy pokrywała ciemność.Taka jak oczy Harrego jakie widziałam...
 -On wie kim jesteś.-mruknęła jakby w jakimś transie.
 -Erin...O co chodzi?-przestraszyłam się.
 -On już wie.Nie ukryjesz się.-potrząsnęła głową a kolor jej oczu przybrał normalną barwę.-Leno już jesteś.To dobrze.Jedzmy.
 -O co chodziło?
 -Ale co?
 -No to co powiedziałaś przed chwilą...
 -Ale ja nic nie mówiłam.-zdziwiła się i zajęła miejsce pasażera.Stałam parę sekund jak by zaczarowana jednak wsiadłam do samochodu i razem z Erin pojechałam do szpitala.
 Nigdy ich nie lubiłam.Były takie zimne i bez życia.Przeszłyśmy białym korytarzem do recepcji.
 -Przepraszam gdzie leży Matt Smith?-spytałam.
 -Jesteście kimś z rodziny?-zapytała pulchna pielęgniarka
 -Jesteśmy jego przyjaciółkami.
 -Sala 666c,piętro 6.
 Intensywna terapia,świetnie.
 Pojechałyśmy windom i już gdy się otworzyła zobaczyłyśmy załamanego Felixa.
 -Co z nim?-zapytała moja przyjaciółka.
 -Źle,bardzo źle. -odparł.-Lekarze mówią,że jeśli przeżyje następną godzinę to będzie cud.
 -Cholera.-jęknęłam.-Co się właściwie stało?
 -Podobno skoczył z okna.
 -Jak to skoczył?-zdziwiła się Erin.-Chyba nie chcesz powiedzieć,że chciał się zabić!
 -Erin spokojnie.-położyłam dziewczynie rękę na ramieniu,chociaż mnie serce waliło coraz szybciej.-Wiadomo coś jeszcze?
 -Podobno powiedział tylko,żeby się od niego odwalili.
 -Kto?
 -Nie wiem!-zdenerwował się.
 Poszliśmy do sali w której leżał.Przy szybie zobaczyłam sylwetkę...dobrze mi znaną sylwetkę.
 -Co on tu robi?-głośno myślałam.
 -Ale kto?-dopytywała się Erin.
 -No on.-kiwnęłam głową w stronę bruneta.
 -Leno.Tu nikogo nie ma...-zauważył Felix.
 -Ale...
 -Wszystko okey?
 -Tak.Przewidziało mi się tylko.-skłamałam widząc,że Harry nawet nie drgnął.
 Matt wyglądał okropnie.Był podłączony chyba do wszystkiego co podtrzymywało lub pomagało dalej żyć.Miał lekko podrapaną twarz i parę siniaków.
  -Wejdźcie do niego.Poczekam.-odparłam.Erin kiwnęła głową i razem z Felixem weszła do sali.
  -Jesteś wytworem mojej wyobraźni czy mi się wydaje?
  -Zdaje Ci się.-odparł chłodno,nadal patrząc na Matta.
 -Co mu zrobiłeś?
  Dopiero teraz spojrzał się na mnie.Jak zawsze gdy na mnie patrzył zabrakło mi powietrza.Jednak to nie było normalne,że tylko ja go widziałam...ale ci chłopaki z parku...Przestraszyli się go...Więc musieli go wiedzieć..
 -Chroniłem Ciebie.-odparł spokojnym głosem.
 -Żartujesz sobie chyba.Chciałeś go zabić!Dzwonie na policje.-wyciągnęłam komórkę.
 -Nie długo zrozumiesz.-powiedział tajemniczo.
Przed oczami stanęła mi ciemność a nogi zrobiły się jak z waty.
Znalazłam się w jakiś dziwnym miejscu.Jakimś pokoju.Za oknami padał deszcz,lejąc się po oknach.Miałam na sobie jakąś dziwną suknie...<KLIK><KLIK>.
 Zrobiłam krok w przód czując,że nie mam butów.Sunęłam więc bosymi stopami po drewnianej,skrzypiącej podłodze w stronę drzwi.
 Dopiero teraz zauważyłam,że coś w mojej osobie jest nie tak.Szczerze to czułam się taka ciężka...O cholera!
 Spojrzałam na mój brzuch i przeżyłam szok!
 Byłam w ciąży!
 Mój mózg popadł w panikę.Jak to w ciąży!Miałam ochotę wydrapać sobie brzuch!
 -Nie powinnaś reagować tak impulsywnie.-usłyszałam kobiecy głos.Odwróciłam się i zobaczyłam <KLIK>.-To i tak jest tobie pisane.
 -Kim jesteś?!-warknęłam.-I o czym ty mówisz?!
 -Twoim przeznaczeniem jest to co jest w Tobie.Dużo ludzi zginie by Cię ratować.Będziesz musiała zaufać tylko jednej osobie.Wszyscy inni Cię zdradzą.Wybierz mądrze...
 Ocknęłam się w szpitalnym łóżku jak sądziłam po twardym materacu.
 -Leno.-usłyszałam głos Erin.
 Pierwsze co zrobiłam to dotknęłam brzucha i stwierdziłam iż nie ma śladu po ciąży.
 -Co się stało?Nic nie pamiętam...
 -Straciłaś przytomność.Dobrze,że to szpital i szybko się Tobą zajęli.Musisz dużo odpoczywać.
 -A co z Mattem?
 Erin posmutniała...
 -Nie żyje...

4 komentarze:

  1. Super :) dodaj nexta - Ruffina

    OdpowiedzUsuń
  2. Czego nie dodajesz ?? Jak zawiesiłas bloga to chociaż napisz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam dzisiaj albo jutro xD Już pisze.Ostatnio miałam dużo na głowie :* Przepraszam

      Usuń
  3. Fajnie ze napisałaś cieszę sie ze będzie rozdział :*

    OdpowiedzUsuń