czwartek, 3 kwietnia 2014

4.Jesteś taka...niewinna.

 Było już grubo po północy kiedy wyszłam od Shona.Nie chciałam,żeby mnie odwoził.W domu wolała bym być najpóźniej jak się da.Czułam do niego niechęć...Do własnego domu.Chyba zaczynałam już świrować.
 Chłopak bardzo chciał mnie odwieźć lecz jestem przyszłym prawnikiem!Ze mną nie miał żadnych szans.
 Wracałam idąc noga za nogą w stronę parku.Lekki wietrzyk owiewał moje ciało i targał i tak już zszarpane nerwy.Cały czas czułam,że ktoś tu jest,że mnie obserwuje,ma na mnie oko.Co chwila oglądałam się za siebie jednak nikogo nie było.
 -Jak zawsze idiotko!-skarciłam samą siebie w duchu.
  Przechodziłam akurat przez park kiedy usłyszałam za sobą pogwizdywanie.
 -Hej ślicznotko zwolnij!-krzyczał ktoś za mną.
 Nie miałam zamiaru się odwrócić więc uparcie szłam dalej.Niestety głosy były coraz bardziej natarczywe.
 -Nie powinnaś wracać tak sama o tej porze.-powiedział chłopak <KLIK> "wyrastając" przede mną.
 -Pozwól,że sama zdecyduje jak i z kim będę wracała i o jakiej porze.-warknęłam,omijając go.Miałam wielką nadzieje,że się odwali jednak znów się pomyliłam.
 -Wyszczekana jesteś.-przygryzł swoją dolną wargę.
 -Lubie takie.-dodał drugi <KLIK>.
 Zaczęli mnie dotykać.
 -Spadajcie!-krzyknęłam.Nadal to robili.
 Nagle ktoś uderzył jednego z nich tak,że upadł na ziemię.Stał za mną więc widząc minę innych chłopaków mocno się go przestraszyli.Położył swoje duże dłonie na moich barkach i powiedział lodowatym tonem.
 -Za to co chcieliście zrobić powinienem was zabić.Spadajcie stąd.
 Zwiali tak szybko,że aż się za nimi kurzyło.
 Szybko odwróciłam się i zobaczyłam Harrego!
 -Skąd się tu wziąłeś o tej porze?!-zdziwiłam się choć w głębi duszy cieszyłam,że mnie znalazł.
 -Jesteś nieodpowiedzialna Leno.-popatrzył na mnie ostro.-Nie powinnaś być tu sama o takiej godzinie.Mogło Ci się coś stać.
 -Prze...przepraszam.-jęknęłam ni stąd ni zowąd.Czułam się jak by przyłapali mnie...no nie wiem na oglądaniu filmów pornograficznych!
 -Zabiorę Cię do domu.Nic Ci nie zrobili?
 -Nic mi nie jest.Mogę iść sama.
 -Nie ma mowy!-oburzył się i objął w pasie.
 Prowadził mnie na parking gdzie stało <KLIK>.Otworzył mi drzwi od strony pasażera i chciał zapiąć jak jakąś niepełnosprawną.
 -Dam sobie radę.-powiedziałam stanowczo jednak nie posłuchał.
 -Wole sam to zrobić.-odparł i zajął miejsce kierowcy.-Jaki adres?
  Podałam mu adres i w milczeniu obserwowałam mojego wybawce.Jego skóra była taka jednolita i pewnie niesamowicie gładka.Miałam ochotę dotknąć jej albo wycałować.Przygryzł wargę i chciałam zrobić to sama.
 -Na drugi raz uważaj.-odezwał się wreszcie budząc mnie z transu.Patrzył na drogę ale od czasu do czasu patrzył na moją twarz.
 -Co tam robiłeś?-zapytałam.
 Zamilkł na chwile jednak po chwili głos mu powrócił.
 -Wyszedłem na spacer.
 -Samochodem?
 -Mieszkam nie daleko parku.
 -W okolicy nie ma żadnych mieszkań.-zauważyłam.-No może powiesz prawdę?
 -Chcesz?
 -Tak.
 -Śledziłem Cię od rana.-odparł jak gdyby nigdy nic.Zaparło mi dech w piersiach.
 -Dla...Dlaczego?
 -Przeczuwałem,że coś się może tobie stać.Zastanawiam mnie tylko dlaczego dlaczego twój chłopak Cię nie odwiózł.
 -To nie jest mój chłopak...Kolega.Nie chciałam żeby mnie odwoził.Chciałam wrócić sama.To chyba nie przestępstwo?
 -To ty jesteś przyszłą Panią adwokat nie ja.-uśmiechnął się do mnie uroczo.Nie mogłam oderwać od niego wzroku.Co się ze mną działo?!
 -Skąd o tym wiesz?
 -Twoja matka jest adwokatem więc myślę,że i ty też nim zostaniesz.
 -Wiesz o tym?
 -Twoja mama broniła człowieka,który zabił moją matkę...
 -Przykro mi...
 Dalej jechaliśmy w milczeniu.Ani ja ani on nie mieliśmy nic do powiedzenia.Patrzyłam na domy które mijaliśmy i chciałam pobiec w drugą stronę.Chciałam biec gdziekolwiek byle nie tutaj.Dopiero wtedy poczułam,że jest mi zimno,choć temperatura była ustawiona na maksa.
 -Zimno Ci?-spytał Harry jak by czytając mi w myślach.
 -Trochę.Pewnie się przeziębłam.-skuliłam się na fotelu.
 -Zaraz będziesz w domu.-odparł.
 Podjechał na podjazd i wyłączył silnik.Nie chciałam wysiadać.Nie chciałam zostać sama.Nie w tym domu.Nie teraz.
 -W porządku?-spytał opierając jedną rękę o kierownice.Pewnie zdziwił się,że nie wysiadam.Spojrzałam w jego zielone oczy i nie znalazłam w nich ani odrobiny złości...jedynie ciemność...
 -Nie...Tak.-plątałam.-Przepraszam już sobie idę.-odparłam szybko i złapałam za klamkę.
 -Może to zabrzmi jak bym chciał się z tobą przespać albo coś ale może chcesz żebym został na noc?-mówił to spokojnie i pewnie dając mi przetrawić każde jego słowo.
 Z jednej strony moja Ja krzyczała TAK! a z drugiej PRZECIEŻ TY GO NAWET NIE ZNASZ!A JAK TO JAKIŚ PSYCHOL?!
 -Masz racje.Tak to zabrzmiało ale...yhhhh...Chyba potrzebuje towarzystwa.
 Skinął głową i wysiadł po czym otworzył mi drzwi.
 Nie wiedziałam,dlaczego to zrobiłam.Po prostu wydawał mi się taki...znajomy.Stworzony tylko dla mnie.Jak by to,że spotkał mnie w parku to nie tylko dlatego,że mnie śledził...Tylko tu chodziło o coś więcej.Matko co ja plotłam?!
 Weszliśmy do salonu <KLIK >.
 -Pomogę Ci.-zaoferował się gdy ściągałam kurtkę.-Masz śliczny dom.
 -Dziękuję.-odparłam.-Chcesz coś do picia?
 -Nie.-odparł siadając na kanapie.
 Jego ruchy były pełne gracji i wdzięku.Był jak...jakiś Bóg...
 -Dziękuje...za to w parku....-mruknęłam zawstydzona.
 Wstał i podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy.
 -Lubie kiedy się rumienisz.Wyglądasz wtedy tak uroczo.
 Po tych słowach pewnie byłam już czerwona jak burak.Przyciągało mnie do niego.Czułam się jak by życie nie miało już żadnego znaczenia,Był tylko On.
 -Skoro ty tyle o mnie wiesz to ja chce wiedzieć kogo wpuściłam do domu.
 -Zwykle tego nie robisz.-zaśmiał się.
 -Nigdy.
 -A więc co chcesz wiedzieć?-rozsiadł się na kanapie.
 -Nie wiem...Skąd się wziąłeś w tym mieście?-usiadłam obok niego i skuliłam nogi.Jak na tak późną godzinę byłam niewiarygodnie energetyczna.
 -Przyjechałem tu z ojcem.Przenieśli go więc mnie również.-wzruszył ramionami.
 -A szkoła?
 -Zrobiłem sobie przerwę.Ty byś pewnie tego nie zrobiła.
 -Mam cel i osiągnę go.
 Ukazał swoje słodkie dołeczki,które znów zaczęły mnie hipnotyzować.
 -To dobrze.W życiu trzeba mieć jakiś cel.
 -A jaki jest twój?
 Znów milczał.
 -Nie mam w życiu celu...Chyba,że liczy się wstać z łóżka,przeżyć i iść spać.
 -Myślę,że jeszcze go nie odkryłeś.Pewnie niedługo znajdziesz drugą połówkę i się ustatkujesz.Pewnie każda Cię chce-palnęłam jak głupia
 Spojrzał na mnie z rozbawianiem a ja prawdopodobnie znów zalałam się rumieńcem.
 -Powiedzmy,że nie jestem towarzysko nastawiony do takich spraw.
 -Nie powinnam...przepraszam.
 -Nie musisz.To słodkie.Rumienisz się na każdy komplement a jak powiesz coś nie na miejscu przepraszasz.Jesteś taka...-przybliżył się do mnie.-Niewinna.
  -Mówisz to żeby się ze mną przespać czy żebym się do Ciebie przekonała?
 -Przekonała.
 Zakryłam usta dłonią ponieważ zebrało mi się na ziewanie.Prawdę mówiąc zachciało mi się spać.
 -Jesteś zmęczona.-powiedział jak każdy troskliwy chłopak.-Połóż się.Miałaś pewnie ciężko dzień.
 -Ty to przecież wiesz.
 -Prawda.
 Nie chciałam tak na prawdę zasnąć.Nie mogłam mieć kolejnego koszmaru.Nie chciałam tego.
 -Choć.-wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju.W jego ramionach czułam się bezpieczna i kochana.Położył mnie na łóżku i odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy.
 Położył się obok mnie a ja wtuliłam się w niego.Nawet nie wiedziałam kiedy to zrobiłam.Potrzebowałam kogoś....
 Potrzebowałam jego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz