Szłam noga za nogą po zatłoczonym chodniku,wdychając zapach spalin samochodów.Padał obfity deszcz lejący się strugami po oknach i dachach.Moja kurtka już dawno przemokła a ja trzęsłam się z zimna jak i wilgoci.
Patrzyłam na swoje buty próbujące ominąć kałuże.
Tego dnia pogoda odzwierciedlała mój humor.Był paskudny i aż chciało mi się płakać.Jedna z moich przyjaciółek zmarła dokładnie rok temu w wypadku samochodowym.To był cios prosto w moje serce ponieważ oprócz niej nie miałam nikogo.
Moja mama?No cóż,wiecznie zapracowany adwokat.Niedługo ja też będę robić to samo.To moje przeznaczenie.Dam lepsze życie swoim dzieciom...przykład i miłość.Tyle ile jej w sobie pomieszczą.
Poprawiłam szalik,który lekko odsłonił moją szyje przez co po moim ciele przeszły ciarki.Do domu zostało mi jakieś piętnaście minut drogi lecz miałam jeszcze zamiar wstąpić do miejskiej biblioteki i wypożyczyć parę książek na kolokwium z historii.Trzeba by było zacząć się już uczyć by tego nie zawalić.
Weszłam po kamiennych schodkach do pomieszczenia,w którym pachniało papierem i drewnem.
Za ladą stał staruszek w koszuli w kratkę.Jego oczy były pełne radości i werwy jakiej nie spotyka się u wielu ludzi.
-Dzień dobry.proszę Pana.-przywitałam się grzecznie,uśmiechając się do niego przyjaźnie.
-Lena moja droga,jak miło Cię widzieć!-odparł z radością w głosie.-Chętnie służę pomocą.Czego kochana potrzebujesz?
-Tych podręczników.-podałam mu kartkę na której spisałam wszystkie tytuły.
-Hm.Pomyślmy.Mam je chyba na zapleczu.-podrapał się po skroni.
-Nie chce robić kłopotu.
-Ależ jakiego kłopotu,kruszynko.-zaprzeczył szybko.-Daj mi minutkę.-zniknął za drzwiami.
Usiadłam na krześle,które zaskrzypiało pod moim ciężarem.Czy byłam aż tak ciężka?
W bibliotece panowała cisza.Nie słyszałam nawet Pana Howarda krzątającego się na zapleczu.Siedząc tutaj miałam wrażenie,że czas nie idzie dalej,że tu się właśnie zatrzymuje.Niestety to były tylko moje odczucia.
-Mam.-usłyszałam za sobą.Bibliotekarz położył przede mną cztery książki z minimum trzystoma stronami.Zarwane noce witajcie.
-Dziękuje bardzo.-wzięłam je.Okazały się niebywale ciężkie.
-Ostatnio wydaje mi się,że za mało wychodzisz z domu.-poprawił okulary na nosie.-Samą nauką człowiek nie żyje.
-Nauka to klucz do dobrej przyszłości,proszę Pana.-uśmiechnęłam się.-Poza tym za dwa może trzy lata to się skończy.Po tym kolokwium obiecuje spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu.
Wchodząc z biblioteki poczułam jak ktoś otwiera mi drzwi.
-Dziękuje.-odparłam widząc tylko nieskazitelnie bladą twarz i parę loków wystających spod kaptura.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz