poniedziałek, 31 marca 2014

2.Świat zaskoczy Cię o wiele bardziej niż myślisz.

 Noc pierwszy raz w życiu ciągnęła mi się godzinami.Nie mogłam zasnąć,czując obok siebie czyjąś obecność.W duchu cały czas opieprzałam samą siebie i obiecałam na Boga,że ja Lena Edwards nigdy więcej nie obejrzę żadnego horroru do końca moich dni.
 Wydawało mi się to śmieszne,że w nocy sama do siebie gadałam.Ale cóż.Byłam po prostu samotna.
 Po dosłownie pięciominutowej rozmowie z mamą rozstałyśmy się i zamknęłyśmy w swoich pokojach.Tak to mniej więcej wyglądało zawsze gdy wracała z pracy.
 Bawiłam się skrawkiem pościeli gdy usłyszałam skrzypnięcie podłogi.Obejrzałam się niechętnie za siebie jednak nikogo nie było.
 -Ty pieprzona kretynko jesteś tu sama!Przestań świrować!-krzyknęłam sama na siebie. 
 Jednak ten panel skrzypiał tylko wtedy gdy się na nim stanęło.Nie ważne czy całym swoim ciężarem czy  leciutko jak piórko.Moje ciało ogarnęła totalna panika.
 Zeszłam do kuchni by napić się wody.
 Cholera przy takim wysypianiu się mogę liczyć wyłącznie na dwójkę.Miałam z tym skończyć.
 -Zacznę brać jakieś proszki nasenne czy krople,wszystko mi jedno.-powiedziałam do siebie i zaniosłam szklankę jak i butelkę wody do pokoju.Odgarnęłam dłonią włosy z twarzy i stwierdziłam,że w pokoju było dziwnie zimno.Nie mogło być ponieważ na noc przymknęłam okno a na dworze jest ciepło.
 Nieoczekiwanie kątem oka zauważyłam czarną postać.Stała niedaleko mojego okna i patrzyła się na mnie czerwonymi ślepiami.Chciałam już krzyknąć jednak straciłam przytomność.
 Obudziłam się w swoim łóżku i nie mogłam sobie przypomnieć jak to się stało,że właściwie jestem w łóżku.Przecież powinnam upaść niedaleko drzwi.Stwierdziłam,że to był pewnie sen.Ale jakiś taki zbyt realny.Nadal czułam strach w moim ciele.który zawładnął moim ciałem.
 Kiedy zwlokłam się z łóżka stwierdziłam,że jestem wypoczęta jak nigdy.Może faktycznie miałam sen.
  Biorąc prysznic powtarzałam po cichu materiał na lekcje.Umiałam to w miarę dobrze.Musiałam to umieć.W moim przyszłym zawodzie nie ma czasu na brak wiedzy i labę.Liczy się tylko ciężka praca.
 Założyłam na siebie <KLIK> a włosy związałam w <KLIK>.Gdy spojrzałam na zegarek o mało co nie dostałam zawału.Za piętnaście minut zaczynała się lekcja a ja nawet nie zdążyłam zjeść śniadania.
 -Dobra trudno.Obejdzie się bez niego.-pomyślałam i wskoczyłam do swojego auta jak poparzona.
 Dobrze,że na ulicy nie było korków.
 Przed szkołą nie było prawie żadnych uczniów.Wszyscy udali się pewnie do klas w których mieli zajęcia.
 Szybkim krokiem poszłam do sali od Hiszpańskiego i w ostatnim momencie wpadłam do sali.Rozejrzałam się po niej i zwróciłam uwagę na dziewczynę <KLIK>,która wskazała na miejsce obok siebie.Szybko tam poszłam nie chcąc rozwścieczyć pani Smith,która nienawidziła spóźnialskich.
 -Dziękuje.-powiedziałam wyjmując zeszyt.
 -Nie ma za co.-uśmiechnęła się.Jestem Erin.
 -Miło mi Ciebie poznać.Jestem Lena.
 -Wiem.Mało kto Ciebie nie zna w tej szkole...
 -Cisza!-uderzyła linijka o biurko panna Smith.-Zaczynamy ćwiczenia z gramatyki.Macie przetłumaczyć pięćdziesiąt zdań na ocenę.-rozdała nam arkusze.Stwierdziłam,że nie będę miała z nimi jakiegoś większego problemu.
 W połowie mojej pracy dostałam liścik od Erin.


Zjesz ze mną i moimi przyjaciółmi lunch?

Pewnie będzie mi miło :)

 Reszta lekcji minęła mi bez oporów.Udało mi się skończyć wcześniej i tym samym trochę pomóc koleżance z ławki.Uważałam,że jest miła i sympatyczna a na dodatek uratowała mnie przed karą za spóźnienie.Należało jej się coś. 
 Na stołówce jak zawsze panował chaos.Wszyscy głośno rozmawiali próbując przekrzyczeć siebie na wzajem.
 Nieoczekiwanie w tłumie zauważyłam bruneta,który najwidoczniej,od wczoraj, chodzi do szkoły.                
 -Erin wiesz może kto to?-skinęłam głową w jego kierunku jednak nie chcąc żeby mnie zauważył.
 -Ciocia Erin nie wiedziała by o nowym kąsku w szkole.Nie to było by niemożliwe.-usłyszałam dziewczęcy głos.Rudowłosa <KLIK> poparzyła na mnie po czym dodała.-Jestem Anna Katarina.
 -Ale mówimy na nią Anna Karanina.-zaśmiała się Erin.
 -Przestań!Wiesz,że tego nienawidzę!-oburzyła się i wszystkie we trzy wybuchłyśmy śmiechem.
 Idąc do stolika poczułam jak by ktoś na mnie patrzył.Dosiadłam się z dziewczynami do dwóch chłopaków<KLIK>,<KLIK>.Mile się do mnie uśmiechnęli przez co zaczęłam czuć do niech sympatię.
 -Lena to Felix i Matt,Matt,Felix to Lena.-przedstawiła nas sobie Erin i usiadła obok Matta.
 -Karanina co dostałaś z tego kolokwium do którego się razem uczyłyśmy?-spytała uśmiechnięta od ucha do ucha.
 -Chyba cztery.-odparła przewracając oczami.-Ale i tak jest nie źle.
 -A ty Lena?-zapytała Anna.
 -Pięć.-odparłam zadowolona.
 -Łał.-powiedział tylko Felix.-Ładnie.
 -Gratuluje.-dorzucił Matt.
 Uśmiechnęłam się do nich przyjaźnie i zaczęłam jeść sałatkę.Byłam głodna jak wilk.Może posiłek nie był zbyt sycący ale nie miałam ochoty na nic innego.
 Nagle poczułam oplatające mnie zimno,które zmroziło mnie do kości.Ukradkiem zauważyłam,że obok mnie przeszedł nowy chłopak. 
 -Co ty taka blada się zrobiłaś?-zapytała Erin dotykając mojej ręki.-I zimna jak diabli.Na pewno wszystko w porządku.
 -Nie jest wam tu...zimno?-spytałam zaniepokojona.
 -Nie.-zaprzeczyła Anna.-Raczej gorąco.Na pewno wszystko okej?
 -Tak,tak.Już mi lepiej.-pokiwałam głową i wróciłam do sałatki.
 Coraz bardziej zaczęłam się zastanawiać czy nie powinnam udać się do jakiegoś psychologa czy może lepiej psychiatry?
 Erin,Anna i chłopaki okazali się na prawdę fajni.
 Pierwszy raz od dłuższego czasu,ktoś potrafił mnie rozbawić do łez rzucając suchary za sucharem i choć nie były wcale śmieszne łzy same napływały do oczu. 
 Szliśmy własnie razem na lekcje Angielskiego gdy nagle na kogoś wpadłam,zaliczając przy tym glebę.
 -Przepraszam nie zauważyłam...-jęknęłam czując moją biedną pupę.
 -Nic się nie stało.-chłopak wyciągnął w moją stronę rękę i dopiero wtedy zobaczyłam,że to ten nowy.Serce podeszło mi do gardła gdy patrzył na mnie swoimi niebiańskimi oczami.
 -Dziękuje.-odparłam gdy pomógł mi wstać i szybko puścił moją rękę tak jak by parzyła.Nie wiedziałam co to za reakcja.Nad czymś jednak intensywnie się zastanawiał.
 -Na drugi raz uważaj.-wyminął mnie i poszedł do innej sali.
 Patrzyłam chwile na oddalającą się sylwetkę chłopaka jednak głos Anny sprowadził mnie na Ziemie.
 -Cholercia.Ty to masz szczęście.-przygryzła wargę.-Chyba też tak na niego wpadnę.
 -Tylko z tym wyjątkiem,że on nie pomoże Ci wstać tylko jeszcze podepcze jak robaka.-wtrącił Felix.
 -Hej!-oburzyła się Erin.-Pamiętasz co obiecałeś?Żadnych docinek.
 -Oj to był tylko fakt,nic więcej.-wyszczerzył się i z Mattem weszli do sali.
 Wykład ciągnął mi się w nieskończoność.Zastanawiałam się co go tak zszokowało a może przestraszyło gdy mnie dotknął.
 Wracając do domu postanowiłam wstąpić do biblioteki i oddać niektóre książki.
 Pan Jackson stał jak zwykle za ladą i wpisywał coś do zeszytu.Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko.
 -Witaj moje dziecko.-powiedział przyjaźnie.-Co u Ciebie i mamy?
 -Mama pracuje ja się uczę.Chyba tylko tak można to opisać.-wzruszyłam ramionami.
 -Nie rozmawiacie ze sobą?-dopytywał się lecz widząc brak mojej odpowiedzi dodał pośpiesznie.-Przepraszam nie chciałem być wścibski.
 -Nic się nie stało.Rozumiem.Nie,nie rozmawiamy ze sobą.
 -Przykro mi.
 -Mnie również.-mruknęłam pod nosem i dodałam.-Mogę wybrać sobie jakąs książkę do czytania?Chce oderwać się trochę od tego nudnego i normalnego świata.
 -Dziecino ten świat zaskoczy Cię o wiele bardziej niż myślisz.-odparł tajemniczo.
 Kiwnęłam głową i udałam się do regału z fantastyką.Dotykałam palcem grzbietów książek czytając tytuły.Żadne jednak nie za bardzo mnie pociągało.
 Znów poczułam coś twardego na swoim ramieniu.
 -Przepraszam nie chciałam zapatrzyłam się.-powiedziałam pośpiesznie.Musiałam w końcu patrzeć przed siebie.
 Brunet spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami i ściągnął kaptur pod którym chował gęste i bujne loki.
 -Nic się nie stało.-uśmiechnął się.Ton jego głosu po prostu hipnotyzował.Był nadzwyczaj piękny.
 -Dzisiaj co chwila na kogoś wpadam.
 -Masz pewnie dużo na głowie.
 -Tak,to prawda.-skrzywiłam się.-Jeszcze raz przepraszam.
 -A ja drugi raz mówię,że nic się nie stało Leno.
 -Skąd znasz moje imię?-popatrzyłam mu w oczy jednak po chwili stwierdziłam,że był to błąd.Nie mogłam oderwać wzroku od jego idealnego kształtu szczęki po której miałam zamiar przejechać ręką i poczuć lekki zarost. 
Od razu wybiłam sobie ten pomysł z głowy.
 -Słyszałem.-odparł,beznamiętnie wzruszając ramionami.
 -Ani ja ani bibliotekarz go nie mówiliśmy.-powiedziałam uparcie.
 -Ależ Leno mówiłaś swoje imię.-odparł słodko.-Twoje oczy mi to mówiły. 
 -A co teraz mówią?-paplałam trzy po trzy i poczułam jak w gardle mi zasycha.
 -Że powinnaś wybrać książkę.
 -No tak.-magiczna chwila prysła jak bańka w dosłownie jednej chwili.
  Skinął głową na pożegnanie i zniknął pomiędzy regałami. 
  Tym razem miałam nadzieje,że nie wymyśliła go moja stuknięta i niereformowalna wyobraźnia. 



 Rozdział dedykuje moim ukochanym skarbeczkom :* -Oli,Emi,Marice i Gosi.
Niech Bóg będzie z wami bo jest on odpowiedzią na wszystkie pytania.
 Nie nie nadaje się na katechetkę...Cholera...







piątek, 28 marca 2014

1.Cały cel nauki polega na świadomym zdobyciu tego, co młodość otrzymuje darmo

 Obudziło mnie uczucie wbijającej się książki w bok.Mamusiu!Musiałam zasnąć kiedy się uczyłam.Po moim łóżku walały się notatki,książki i zeszyty.Oprócz tego mój pokój bym niezwykle czysty i schludny.<KLIK >.Może bym trochę jak dla mnie za poważny ale był dostosowany do późniejszych lat.
 Przeciągnęłam się,czując jak tym razem wbija mi się zeszyt.Oczy same mi się zamykały a nogi odmawiały posłuszeństwa.Skarciłam samą siebie za to,że ostatnio zasypiam tylko przy książkach.Poczłapałam do szafy i wyjęłam z niej <KLIK>.
 Nagle potknęłam się o coś i upadłam.Nic mi się nie stało,może oprócz bolącego palca u nogi.
 Zauważyłam na ziemi moją torebkę,którą prawdopodobnie wczoraj tu położyłam.Podniosłam ją i położyłam na komodę.Łazienka <KLIK> na moje szczęście była wolna.Czując jak po moim ciele spływają ciepłe strużki wody poczułam się o wiele lepiej.Użyłam płynu do kąpieli o zapachu truskawki,białej czekolady oraz wanilii,którą zawsze kupuje mi mama jeśli czegoś ode mnie chce.No cóż,przynajmniej miałam mydło.
 Owinęłam się ręcznikiem i podeszłam do lustra nad umywalką.Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam były wielkie wory pod oczami i zaspane oczy.Ochlapałam je wodą i dopiero wtedy poczułam dziwny chłód na plecach.Natychmiast na skórze pojawiła się gęsia skórka.Popatrzyłam na maleńkie okno,które ku mojemu zdziwieniu było zamknięte.To była pewnie wentylacja.
 Czym prędzej założyłam na siebie ubrania i zbiegłam do kuchni <KLIK>.Mama właśnie myła sobie kubek po kawie.
 -Dzień dobry mamo.-powiedziałam całując ją w policzek.
 -Dzień dobry.-odparła szybko jak by myślami była gdzie indziej.-Zrób sobie śniadanie.A i czy mogła byś po szkole wstąpić do sklepu?Listę zakupów masz na lodówce.Wrócę późno bo mam spotkanie.Nie czekaj z kolacją.Zjem jak wrócę.Muszę lecieć,pa skarbie.-ucałowała mnie w czoło i wypadła z domu jak torpeda rozpoczynając z kimś rozmowę.
 Tak wyglądał normalny poranek.Zacisnęłam pięści na blacie mocnej.Dlaczego?Dlaczego akurat teraz Cię to boli Lena?Dlaczego?Pytałam siebie.Nigdy mi to nie przeszkadzało...Może czasami.
 Spojrzałam na zegarek i stwierdziłam,że co najwyżej zdążę wypić kawę.Tak też zrobiłam.Przynajmniej chociaż trochę postawiła mnie na nogi.
 Wzięłam torbę i wyszłam do garażu po samochód <KLIK>.Przynajmniej zasłużyłam u mamy na samochód,chociaż szczerze powiedziawszy rzadko go używałam.
 Wyjechałam na ulicę zamykając automatycznie drzwi od garażu.
 -Dobra dwie ręce na kierownice.Lusterka są.Pasy zapięte.Mogę jechać dalej.-powiedziałam sama do siebie a w głowie usłyszałam jakiś śmiech.Pewnie mój mózg nabija się sam ze mnie.
 Dojechałam do szkoły w dwadzieścia cztery minuty.Przed nią już schodzili się uczniowie.Wszyscy głośno rozmawiali próbując przekrzyczeć się na wzajem.
 Zaparkowałam na uboczu i wysiadłam z auta.Kilku uczniów popatrzyło się na mnie jednak przez pozostałą część nie zostałam nawet zauważona.
 Kiedy przechodziłam chodnikiem prowadzącym do drzwi głównych zauważyłam jak jakieś nowe auto <KLIK>parkuje na podjeździe pod drzewem.
 Każdy zwrócił uwagę na osobę siedzącą za kółkiem.
 Brunet wysiadł z gracją z auta i uśmiechnął się pod nosem widząc jak wszyscy się na niego gapią.Miał brązowe włosy i niebieskie jak niebo oczy.Wydawał się taki niedostępny,nieosiągalny.
 Poczułam w swoim brzuchu motylki gdy na mnie spojrzał.Wwiercał się we mnie swoim zabójczym wzrokiem. 
 Prawdopodobnie moje policzki zalały się rumieńcem.Jednak ten moment nie trwał długo.Pierwszy odwrócił wzrok gdy podeszła do niego Ashley <KLIK>.Mogła mieć każdego.Zawsze w społeczeństwie taka osoba się znajdzie.
 Nie miałam ochoty tak stać i wlepiać w niego gały,gdy ta blondynka z nim flirtowała.
 Poszłam do sali w której miałam wykład.W środku spotkałam Panią Smith.Uczyła nas Historii.
 -Dzień dobry.-powitałam ją przyjaźnie.
 -Dzień dobry,dzień dobry.-uśmiechnęła się i wróciła do szukania czegoś w swoim biurku.
 Zajęłam swoje miejsce i wyjęłam książkę.
 Wykład minął mi dość szybko tak samo jak reszta lekcji.O mało co zasnęła bym na jednej z nich ale jakoś dałam sobie radę.Kiedyś skończą się te nieprzespane noce i będę je w przyszłości odsypiała na razie musiałam jeszcze bardziej skupić się na nauce.
 Idąc do swojego Garbusa widziałam jak jakich mężczyzna o jasno niebieskich oczach patrzy się na mnie z drugiego końca parkingu.Był ubrany w czarne ubranie i dziwną togę do ziemi.Uśmiechnął się do mnie uroczo jednak ja nie zwracałam na to uwagi.Psychol albo gwałciciel.
 W drodze powrotnej wstąpiłam na zakupy.Chyba zapasy starczą nam na dwa,trzy tygodnie. Nie wiedziałam jak poradzę sobie z nimi w domu.Włożyłam je jakimś cudem do bagażnika i pojechałam do domu.
 Gdy tylko zrobiłam wszystkie prace w domu i do szkoły stwierdziłam,że nauka na świeżym powietrzu dobrze mi zrobi.Wzięłam swoje książki i usiadłam na leżaku.
 Słońce otulało moją twarz swoimi promieniami dając przyjemnie ciepło a lekki wiatr targał moje włosy na wszystkie strony.Uwielbiałam taką pogodę.
 Nie miałam głowy na historię.Nic mi nie wchodziło a słowa które przeczytałam brzmiały jak by pisane były po chińsku.
 Znów otulił mnie dziwny chłód.Tym razem o wiele dłużej i wyczuwalnie niż rano.Czułam jak by oddech na mojej szyi.To uczucie sparaliżowało mnie od stóp do głów.Spojrzałam za siebie.Nikogo nie było.
 To tylko moja bujna wyobraźnia. 

Prolog....Jeśli dziewczyna nadal Cię kocha po tym jak złamałeś jej serce to znaczy, że jest tą jedyną.

 Szłam noga za nogą po zatłoczonym chodniku,wdychając zapach spalin samochodów.Padał obfity deszcz lejący się strugami po oknach i dachach.Moja kurtka już dawno przemokła a ja trzęsłam się z zimna jak i wilgoci.
 Patrzyłam na swoje buty próbujące ominąć kałuże.
 Tego dnia pogoda odzwierciedlała mój humor.Był paskudny i aż chciało mi się płakać.Jedna z moich przyjaciółek zmarła dokładnie rok temu w wypadku samochodowym.To był cios prosto w moje serce ponieważ oprócz niej nie miałam nikogo.
 Moja mama?No cóż,wiecznie zapracowany adwokat.Niedługo ja też będę robić to samo.To moje przeznaczenie.Dam lepsze życie swoim dzieciom...przykład i miłość.Tyle ile jej w sobie pomieszczą.
 Poprawiłam szalik,który lekko odsłonił moją szyje przez co po moim ciele przeszły ciarki.Do domu zostało mi jakieś piętnaście minut drogi lecz miałam jeszcze zamiar wstąpić do miejskiej biblioteki i wypożyczyć parę książek na kolokwium z historii.Trzeba by było zacząć się już uczyć by tego nie zawalić.
 Weszłam po kamiennych schodkach do pomieszczenia,w którym pachniało papierem i drewnem.
 Za ladą stał staruszek w koszuli w kratkę.Jego oczy były pełne radości i werwy jakiej nie spotyka się u wielu ludzi.
 -Dzień dobry.proszę Pana.-przywitałam się grzecznie,uśmiechając się do niego przyjaźnie.
 -Lena moja droga,jak miło Cię widzieć!-odparł z radością w głosie.-Chętnie służę pomocą.Czego kochana potrzebujesz?
 -Tych podręczników.-podałam mu kartkę na której spisałam wszystkie tytuły.
 -Hm.Pomyślmy.Mam je chyba na zapleczu.-podrapał się po skroni.
 -Nie chce robić kłopotu.
 -Ależ jakiego kłopotu,kruszynko.-zaprzeczył szybko.-Daj mi minutkę.-zniknął za drzwiami.
 Usiadłam na krześle,które zaskrzypiało pod moim ciężarem.Czy byłam aż tak ciężka?
 W bibliotece panowała cisza.Nie słyszałam nawet Pana Howarda krzątającego się na zapleczu.Siedząc tutaj miałam wrażenie,że czas nie idzie dalej,że tu się właśnie zatrzymuje.Niestety to były tylko moje odczucia.
 -Mam.-usłyszałam za sobą.Bibliotekarz położył przede mną cztery książki z minimum trzystoma stronami.Zarwane noce witajcie.
 -Dziękuje bardzo.-wzięłam je.Okazały się niebywale ciężkie.
 -Ostatnio wydaje mi się,że za mało wychodzisz z domu.-poprawił okulary na nosie.-Samą nauką człowiek nie żyje.
 -Nauka to klucz do dobrej przyszłości,proszę Pana.-uśmiechnęłam się.-Poza tym za dwa może trzy lata to się skończy.Po tym kolokwium obiecuje spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu.
 Wchodząc z biblioteki poczułam jak ktoś otwiera mi drzwi.
 -Dziękuje.-odparłam widząc tylko nieskazitelnie bladą twarz i parę loków wystających spod kaptura. 

Ko­niec te­go świata jest naszym początkiem.

BOHATEROWIE 

Lena Edwards 

Licealistka,przyszła pani adwokat tak jak jej matka.Ma swoje marzenia jednak jej mama jest konsekwentna i nie dopuszcza do siebie myśli,że córka nie pójdzie w jej ślady.


Harry Shaw

Normalny nastolatek o wybuchowym charakterze.Zawsze jest zgodny ze swoim ojcem we wszystkim,chociaż nie lubi gdy się mu rozkazuje.


Jace Shaw

Ojciec Harrego.Bezduszny i arogancki.Jest jednak miły tylko dla ludzi którzy mu się spodobają.Ma swoje tajemnicze plany do których potrzebuje Leny.




Carmen 

Nienawidzi Leny ponieważ jest szaleńczo zakochana w Harrym.Tak naprawdę nie cierpi wszystkiego co żyje.Wredna i oschła dla wszystkich.


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjgXi-f2TcaMVNzHYd-_zEAzkZOD90A9KuqElEWVh6LiF4leV5ZGPBZzU-7ssHad8sjCYyd5VjO4D-BFXmO4yM_TUhwzhsnw7C49gL9CFGO-PLMBePuBFzpf0GI4UrYItbdj9ojyit5tsk/s1600/chlop.jpeg

Shon Ross

Zapisał się do szkoły Leny niedawno.Nie jest typem duszy towarzystwa jednak i tak ma duże powodzenie u dziewczyn.Ma swoją mroczną tajemnice. 




Niall Horan 

Jedyny przyjaciel Harrego.To on pomaga mu w jego problemach.Ma uczucia za dwóch.